Wczoraj pogoda była nieco kapryśna, a dzisiaj poranek przywitał nas pełnym słońcem. Nieprzyjemny był jedynie wiatr, więc postanowiliśmy schować się nieco w lesie. Te w naszej okolicy są już znane, więc wybraliśmy szlaki rowerowe z Krzeszyc do Sulęcina. Dawno tam nie jechaliśmy, a tereny pod względem krajobrazów są na prawdę ładne. Tym razem do wspomnianych Krzeszyc przedarliśmy się nieco inną drogą, bardziej asfaltową.

Na czarnym szlaku rowerowym.

Do pewnego momentu jechało się bardzo przyjemnie, bo droga szutrowa, szeroka, bez większych górek. Później niestety gdy już takie nawierzchniowe przyjemności się skończyły to pojawił się piach i to w takiej ilości, że niejedna piaskownica by się nie powstydziła.

Czerwony szlak miał nas wyprowadzić w stronę Żubrowa, ale gdy zobaczyliśmy zarośnięte ścieżki to trzeba było nieco przeanalizować drogę. Pieszy rekonesans nie był pozytywny, bo czekało nas przebijanie się przez chaszcze. Chyba mało rowerzystów korzysta z tamtego szlaku, bo jest niemal niewidoczny. Nasze poprawki trasy sprowadziły nas na niebieski szlak rowerowy, który już bez większych przeszkód doprowadził nas do Sulęcina.

Tam mamy jechać?

Głębiej się nie da 🙄

Po drodze mijamy znak ostrzegawczy. Na początku czerwca przeszła nawałnica, która uszkodziła przepust drogowy. Powalone drzewo, osunęło się sporo ziemi i droga jest zamknięta… no może dla samochodów ;p

Myk…

… i po drugiej stronie 🙂

Tyle było naszego kombinowania, bo już ze Sulęcina standardową drogą przez Jarnatów dostaliśmy się do Lubniewic. Tam przerwa na lody i oglądanie wakacyjnego teatru dla dzieci pt. „Lech, Czech i Rus”, który aktualnie trwał na rynku. Chcieliśmy jeszcze sprawdzić drogę w kierunku Waldowic, czy powstał jej dalszy kawałek… nie powstał i już na spokojnie wróciliśmy do Gorzowa.

Gosia na swoich włościach?

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.