Kiedy zaczynałem rowerowe wyprawy na dłuższe dystanse (niż takie dookoła domu) to poszukiwałem ciekawych miejsc do odwiedzenia. Wtedy też natknąłem się na miejscowość Giżyn i historię człowieka o nazwisku Heros von Borcke. Potem gdzieś to umknęło przez te lata, ale gdy tylko przejeżdżałem przez Giżyn to nurtowała mnie powiewająca tam flaga Konfederatów.

Wszystko teraz ułożyło się w ładną całość, pamięć też powróciła. Otóż wspomniany wcześniej Heros von Borcke w dużym stopniu związany był z wojną secesyjną oraz samym Giżynem. Odsyłam do źródeł historycznych (czyt. internetu). Osobiście skupię się na imprezie, która niedaleko Nowogródka Pomorskiego odbywa się nieprzerwanie od 10 lat. Wraz z Gosią dotarliśmy tam dopiero teraz, na okrągłą rocznicę. Tym razem była to inscenizacja Bitwy nad Chickamaugą, która miała miejsce w 1863 roku.

Spodziewałem się tłumu ludzi i moje oczy musiały być duże, gdy dotarliśmy do obozowiska przy boisku. W ogóle to najpierw przestrzeliliśmy miejsce imprezy, bo widząc je nie wierzyliśmy, że to tutaj odbędzie się wielka bitwa. Za mało tam się działo. A jednak…

Obozowisko to parę namiotów na krzyż w szczerym polu.

Gosia i jej świat, co tam wojna secesyjna.

Daliśmy szansę i trochę ludzi w mundurach Unii i Konfederacji się pojawiło. Wszyscy udaliśmy się do pobliskiego mauzoleum, gdzie nastąpiło powitanie, przemówienia, itp. Taka bardziej uroczysta część. Byli goście ze Stanów Zjednoczonych, a także z Niemiec, czy Czech. Miałem okazję pierwszy raz w życiu na żywo słyszeć ten jankeski akcent 🙂

Salwa honorowa.

No i sobie poszli do swojego obozowiska.

Przy grobie Herosa von Borcke złożona kwiaty, bo ten człowiek jest głównym łącznikiem Giżyna i wojny secesyjnej.

Upamiętniono też jednego z organizatorów tej imprezy.

Samo mauzoleum jest ogrodzone i powoli remontowane, ale ten remont to w zasadzie trwa od 10 lat. Czy kiedyś się skończy?

Wszyscy powrócili do obozowiska i niedługo miała się odbyć inscenizacja Bitwy nad Chickamaugą. Rzeki zabrakło, ale był kurz, upał i ludzie chętni do siebie postrzelać. Zanim jednak to nastąpiło to przerywnikiem byli spadochroniarze, którzy wylądowali na miejscu bitwy. Taki oto współczesny akcent.

Jakby kogoś przycisnęło z emocji.

Żołnierze idą walczyć.

Brakuje białej chusteczki, aby Pani pomachała swemu Panu na pożegnanie… SPOILER! Niestety był po złej stronie w tej bitwie.

Pan opowiada o bitwie.

Ogólnie bitwa opowiedziana fajnie, ale trochę poza historię wybiega. No ale na tym polega inscenizacja. Jak ktoś nie orientuje się w temacie i nie słucha tego, co mówią to dla niego wygląda to na parędziesiąt osób, która chodzi po polu i robi hałas. Mi w tym całym starciu zabrakło trochę koni i trąbki. Sygnały dźwiękowe i trochę kawalerii i byłoby bardziej żywiołowo. Jednak nie można było odmówić zaangażowania i pomysłu.

Gosia czeka na pierwszą ofiarę bitwy.

Jedni wygrali, drudzy uciekli w kukurydzę. Gosia już się nudziła, więc czas myśleć o powrocie. Tak podsumowując to spodziewałem się o wiele więcej osób. Nie wiem, czy tylko tyle fanów wojny secesyjnej jest w Polsce, czy bardziej to lokalna impreza. Ciężko mi stwierdzić. Tak samo, kto był ten zły w całej tej wojnie 😉

Powrót nie mógł być prosty, a że pogoda była fajna to trochę kilometrów wpadło. W domu zameldowałem się po 23. Na horyzoncie już się błyskało, a przed drzwiami spadły pierwszy, nieśmiałe krople. Jak już kładłem się spać to burza dotarła do nas i solidnie popadało. Tak więc się udało… ufff… inaczej jednak wskazuje ślad GPS, bo ten przez przypadek został wyłączony i dalej znajduję się w Giżynie… na pewno pamięcią, bo było to coś nowego dla mnie 😉

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.