Tym razem wybraliśmy się do Nowego Polichna na drugą edycję zawodów w Długodystansowych Rajdach Konnych. Na miejsce dojechaliśmy, gdy już wszyscy zawodnicy dotarli do mety. Nawet lepiej, bo nas bardziej interesowały dodatkowe atrakcje, który przygotowano z okazji tej rywalizacji. Udało się też zapałać na dekoracje i spotkać Marka z Lipek Wielkiej, gdzie nasze wycieczki przy jego to takie kręcenie wokół podwórka.

Wiedziałem, że przy drodze wojewódzkiej znajduje się stajnia, ale nie miałem pojęcia, że jest taka sporawa. Drzewa ładnie ją maskują i przy okazji imprezy mogliśmy się przyjrzeć temu miejscu nieco bliżej. Upał jednak doskwierał, więc zawodników nie było za dużo.

Apolinarski Group jeszcze po cywilnemu.

Jedna z dekoracji. Nie będę udawał, że w ogóle wiem w jakiej kategorii.

Najbardziej czekałem na pokazy w wykonaniu Apolinarski Group. W Santoku zaprezentowali się nieźle, ale tym razem z racji tego, że było grubo ponad 30 stopni Celsjusza to pokaz był rozbity na krótkie, kilkunastominutowe bloki.

Nowością był pokaz łucznictwa konnego:

Machania włócznią:

I szablą, niszcząc złe gałęzie:

Potem już przyszła pora na dżygitówkę i po pierwszych minutach zniechęceni upałem ludzie wyszli spod parasoli, odeszli od piwa, aby zobaczyć akrobacje z bliższej odległości.

W programie był jeszcze pokaz ras koni w charakterystycznych strojach oraz śpiewanie na scenie. W tle gdzieś tam bryczka woziła ludzi, ale my mieliśmy swoje, dwukołowe bryczki. Trzeba było ruszać w dalszą drogę. Mimo, że Nowe Polichno jest blisko to nie zamierzaliśmy tak szybko wracać.

Wybraliśmy kierunek Puszcza Notecka, która przetransportowała nas na lodowe ochłodzenie do Międzychodu. Sprawdziliśmy też wyremontowaną drogę w Lubikowie, pokłoniliśmy się przed sanktuarium w Rokitnie i przez Skwierzynę wróciliśmy do Gorzowa. Udało nam się całkowicie uniknąć deszczu, który gdzieś tam grasował po okolicy. Widzieliśmy tylko kałuże u gdzieś błyski bezgłośne na horyzoncie.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.