22-24 kwietnia w Międzyrzeczu i okolicach odbędzie się dziewiąta edycja zawodów strzeleckich LONGSHOT. Bardzo duża impreza, ale nie ma co ukrywać, dla mniejszego grona. Tym razem postanowiony wyjść nieco naprzeciw i w czwartek zorganizowany został przy Miejskim Ośrodku Kultury Weekend Snajpera. Prym wiodła oczywiście 17. Wielkopolska Brygada Zmechanizowana, która zaprezentowała swój wojskowy sprzęt. Zanim jednak dojdziemy do szczegółowego opisu imprezy, najpierw trzeba dam dojechać.

Gosia po nocce w pracy, ale nastawiona entuzjastycznie. Spotkanie przy garażu, gdzie O DZIWO, ona już jest. Postanowiliśmy pojechać w kierunku Deszczna i potem Starego Dworka i dalej wioskami. Dzięki temu zabiegowi miniemy Skwierzynę i już w na drogę wojewódzką w kierunku Międzyrzecza wjedziemy najpóźniej jak się tylko da.


Bunkry wygrał pod względem zainteresowania.

Z rana może było trochę zimno, ale ciągle towarzyszące słońce powodowało uśmiech. Szybko temperatura szła w górę, a nam się jechało bardzo dobrze. W międzyrzeczu meldujemy się przed czasem no i bardzo dobrze. Na razie nie ma tłumów, więc szybko możemy pobiegać po placu. Porozmawialiśmy z żołnierzami i chciałem tylko przymierzyć hełm, a skończyło się na górnej warstwie wojskowego uniformu. Te zdjęcia są tak wyjątkowe, że tylko u
Gosi na blogu można je zobaczyć. Rozstawiono różne wozy bojowe i dużą zaletą są tabliczki. 17WBZ bardzo często pojawia się na różnych imprezach i za każdym razem są opisy pojazdów, które prezentują. Dla mnie to bardzo duży plus.


Rosomak w pustynnych barwach.


Ta kupka to zamaskowany żołnierz, ale jak to stwierdziła Gosia „i tak Panu widać nos”.


Można było wszystkiego dotknąć, wszędzie wejść.


Taką zabawkę to chętnie postawiłbym u siebie w pokoju.

Okazało się, że chyba każdy z żołnierzy jeździ na rowerze. Bardzo chętnie z nami rozmawiali, bo wyróżnialiśmy się tam całkowicie. Bardzo mi się podobało ich nastawienie. Chętnie pozowali, a gdy przebrałem się w wojskowe wdzianko i mruknąłem, że przydałby się jakiś karabin to pan pobiegł aż na drugą stronę placu, by takowy mi przynieść.

Na zakończenie naszego pobytu była grochówka, taka treściwa, bo wojskowa. Ludzi coraz więcej, a plan imprezy nie był bardzo szczegółowy. Ogólne wzmianki co będzie się tutaj działo, ale bez dokładnych godzin. Miały być pokazy, ale wszystko to trwało do godziny 17, a my chcieliśmy będąc w Międzyrzeczu pojeździć trochę po okolicach. Pomocni przydali się żołnierze, bo tyle wariantów powrotu to nie mieliśmy chyba nigdy. Każdy dorzucał coś od siebie.

Jak to bywa w naszym standardzie powrót na okrętkę. Wybraliśmy najpierw szlak R1, aby potem przeskoczyć na kolejny i kolejny. Oznaczenia szlaków bardzo dobre i po drodze mijamy napis o sośnie, która jest pomnikiem przyrody. Drogowskaz wskazuje w las. Ja na maksa nakręcony, że będziemy 6 km jechać w trudnym terenie, po wybojach, a tutaj paręnaście metrów i pojawia się sosna… zatkało mnie.


Aaaale wysooooka…


Tabliczka z opisem drzewa trochę zniszczona, ale ja byłam tam zdziwione, że drzewo stoi blisko drogi, że nawet nią się nie zainteresowałem. Stąd nie wiem nic o wymiarach.

Gosia będąc kobietą posiada tą… nooo… eeee… intuicję. Stąd też do sakwy zapakowała końskie przysmaki. Po drodze przy dworku, czy też pałacyku spotkaliśmy trio tych zwierzaków. Przesympatyczne i mogliśmy je pokarmić. Chciały więcej, bo aż się prosiły, ale niestety, worek zrobił się już pusty.


Konie i w tle dość ładny budynek.

Tak wioskami, lasami dotarliśmy do Lubikowa z tym jeziorem, które nienawidzę. Głupie jezioro. To są już tereny znane, więc z dotarciem do Skwierzyny nie było problemów. Zdecydowaliśmy się na wariant zielonym szlakiem rowerowym, który ładnie nas do miasta zaprowadził. Potem już prosta droga do domu.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.