Niemal cały tydzień spędzony na rowerze i nadeszła ta ostatnia niedziela. Postanowiliśmy wybrać się w okolice Skwierzyny, Bledzewa i Lubniewic, aby trochę spenetrować tamtejsze lasy. Dużo ścieżek mamy tam objechanych, ale pewnie znajdzie się zawsze coś nowego.

Tradycyjna przerwa w Skwierzynie na lodach, bo o dziwo tamtejsze Czyste Lody otwarte i nic nie zapowiada tego, aby miały zostać w najbliższym czasie zamknięte. Stąd też poszedł zakład, bo ja sądzę, że do końca roku punkt zostanie zamknięty i powróci na wiosnę, a Gosia twardo twierdzi, że się nie zamkną i będą serwować ludziom nie tylko lody cały czas. No zobaczymy, bo kto z nas wygra zakład to będzie miało darmowe lody na rozpoczęcie sezonu lodowego w przyszłym roku, a pech chce, że ja wtedy bardzo za lodami tęsknię i na porcjach nie oszczędzam :p

Miasto zostawiamy za sobą i wpadamy do lasu, aby w pełni korzystać z tych pięknych uroków.

Grzyby mają się bardzo dobrze.

W okolicach Skwierzyny i Bledzewa wysyp grzybów ogromny i dziwię się, że tam dotarło tak mało ludzi. Gosia popadała w obłęd, że tych grzybów nazbierać nie może.

Jeżdżąc tak po lesie docieramy do jakiegoś stawu hodowlanego. Karpie są tak aktywne, że wyskakują aż z wody, a wszystkiemu towarzyszą wystrzały. Myślę sobie, zabiją nas za próbę kradzieży ryb… Okazało się jednak, że w pobliskim budynku ustawiona jest broń hukowa. Czasowy zapalnik i wystrzał. Pytanie – zagadka, gdzie stanął akurat stał Adrian, kiedy dowiedział się o tym, że to stamtąd wylatuje cały ten huk? 😀

Taka pierdziawka, a robi tyle huku, że aż w uszach szumi.

Swoją drogą powinny być tam jakieś ostrzeżenia, bo do miejscu bardzo łatwo dojechać i można się trochę przestraszyć. Znaki pojawiają się od drugiej stronie, z której opuszczaliśmy to miejsce. Informują jednak o stawie hodowlanym i groźnym psach, których nawet nie było. Nic na temat tego, że można tak ogłuchnąć.

Podgrywaliśmy trochę nowych dróg, ale jeszcze wiele bezdroży do sprawdzenia. Postanowiliśmy ominąć Lubniewice i naszą standardową szutrówką wracać już w stronę Gorzowa.

Tym razem zrezygnowaliśmy z wariantu powrotu przez Glinik, a pojechaliśmy w kierunku Rudnicy. Dalej to już droga standardowa, którą nawet można już z pamięci pokonać po ciemku bez żadnego oświetlenia.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.