Ruszył okres jarmarków, tudzież kiermaszów i akurat tak fajnie się złożyło, że pierwszy raz zawitaliśmy właśnie na taki jarmark do Barlinka. Lubię nowości i jest to okazja zobaczyć, jak w tamtych rejonach mają podejście do takich świątecznych imprez. Wielki Jarmark Bożonarodzeniowy (tak brzmi dumnie nazwa) organizowany jest przez Parafię pw. Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Barlinku i Koła Gospodyń Wiejskich w Rychnowie.

W sobotę rano postanowiła ponownie nawiedzić nas zima. Pamiętam jeszcze lata, gdzie na początku grudnia spokojnie można było jeździć rowerem szosowym i to nie będąc wcale ciepło ubranym. Tym razem poprószył śnieg, a temperatura nie chciała przeskoczyć na plusowe wartości.

Dojazd do Barlinka nie był jakoś wielce wymyślny. W lesie warstwa śniegu, na lokalnych drogach także. Odśnieżarki spotkaliśmy na drodze wojewódzkiej i po warstwie śniegu pozostały tylko ogromne kałuże. Mają w perspektywie temperaturę, a zwłaszcza jeszcze niższą w nocy to na drodze może później być ciekawie. Na szczęście my już tędy wracać nie będziemy/

Na wielkim tylko z nazwy jarmarku pojawiliśmy się przed czasem. Szybki rzut okiem co nas czeka i postanowiliśmy pojawić się tutaj nieco później, a przeczekać na Orlenie.

Po powrocie przy kościele choinka rozświetliła swoim blaskiem, a z głośników wydobywały się szlagiery świąteczne. Co do samego jarmarku. Stoisk trochę było i w zasadzie każde proponowało coś innego. Nie mogło zabraknąć grzańca, multum słodyczy, ozdób i przede wszystkim serów góralskich. Nie wiem, co to za tradycja, że zawsze w takich miejscach pojawiają się przysmaki z gór. My natrafiliśmy na degustację przepysznego chleba razowego i to prosto od Pani z naszych terenów – z Brzozowca.

Do sakwy trafił reniferowy piernik.

Od Nadleśnictwa Barlinek dostaliśmy gratisy, a ja próbowałem z miernym skutkiem dopasować szyszki do drzew. Okazało się, że w zasadzie znam dwa drzewa na krzyż, a żadne z nich nawet nie było świąteczne. Pan Leśniczy chciał jednak być na tyle miły i pocieszał mnie, że początki są trudne… ja w to wierzę 😉

Kto ma kota, ten zrozumie.

Była okazja zobaczyć, jak kościół w Barlinku prezentuje się w środku. Był otwarty można było spokojnie zawitać do świątyni, a my wbiliśmy się jeszcze przy okazji na próbę koncertu kolęd, który miał się odbyć wieczorem.

Podsumowując nasz wypad na Wielki (tylko z nazwy) Jarmark Bożonarodzeniowy. Jarmark, jak to jarmark. Miejsce spotkań ludzi, a przy okazji można coś kupić. Są rzeczy, które na co dzień ciężej znaleźć. Osoby, które już planują prezenty spokojnie się tutaj odnajdą. Na mnie jeszcze wrażenie zrobiła Pani ze swoimi wyrobami szydełkowymi. Maskotki pierwsza klasa.

Trochę czasu spędziliśmy na jarmarku, ale pora było ruszać w drogę powrotną. Już jadąc do Barlinka postanowiliśmy wracać nieco inaczej, zważywszy że wiatr dokuczał z zachodu. Pojechaliśmy w kierunku Karska, aby później wskoczyć w las i zmierzać już w kierunku Gorzowa.

Okazało się, że zima bardziej odwiedziła województwo zachodniopomorskie, bo im bliżej było domu tym białych kolorów było mniej i to nie z racji nadchodzących ciemności. W samym Gorzowie po śniegu nie było już nawet śladu.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.