Nie miało być z tego dnia wpisu, ale muszę podzielić się przygodą, bo tak bardzo jestem podekscytowany. Dzisiaj postanowiłem wymyć rowery, bo po ostatniej wyprawy nieco się zabrudziły. Zważywszy, że złapał nas na powrocie deszcz. Ostatnio przy okazji mycia swojego roweru, zabieram także Gosi. Nie chcąc się chwalić, robię to dokładniej.

Niestety miałem pecha i mój Radon się przewrócił. Tak niefortunnie, że połamała się nóżka. Godzina późna i gdzie ja teraz skołuję inną. Przypomniało mi się, że jednak GReeN BIKE jest czynny do godziny 19, a pracują dam życzliwi ludzie. Miałem okazję być tam parę razy i za każdym razem wychodziłem zadowolony.

Gdy montowano mi nóżkę, ja macałem Fat Bike’a. Tak rzuciłem zapytanie, czy ciężko się na nim jeździ? Ku mojemu zdziwieniu rower zdjęty został z haka i mogłem się nim przejechać. Szok totalny, ale nie ma co dyskutować, tylko korzystać.


Tak się prezentuje bestia na 4,6 calowych oponach.


Jadąc.

Rower waży zaledwie 13 kg, a pewnie połowę jego wagi stanowią opony. Osprzęt najwyższa klasa, ale może już zaboleć trochę cena. W sumie aż taki drogi nie jest, ale trzeba trochę gotówki wyłożyć.

Do górali jestem przyzwyczajony i cieszę się, że mogłem rozbujać Fata. Zawsze mnie interesowało, jak się na tym jeździ. Nie jeździ się źle, a wręcz… normalnie 🙂 Kwestia przyzwyczajenia tylko. Potem już wróciłem na swój rower. Podziękowałem za montaż, który swoją drogą był darmowy i sobie pokręciłem się po mieście. Oczywiście musiał być telefon do Gosi, która czas spędzała w pracy. Taką nowiną musiałem się podzielić najpierw z nią 🙂 🙂 🙂

Dzięki takiej przygodzie nie jest mi szkoda starej nóżki, która była dość fajna, czy też wydanych pieniędzy na nową. Ja jeździłem na Fat Bike’u!!

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.