Kolejna runda cyklu Zachodniej Ligi MTB przypadała na Gorzów Wielkopolski. Po objeździe trasy kilka dni temu postanowiłem wziąć udział w zawodach, bo trasa pasuje trochę pode mnie. Uwielbiam podjazdy, a organizatorzy przygotowali ich dość sporo. Trasa nie jest jakaś bardzo trudna, ale na odpoczynek nie ma co tam liczyć.

Do Parku Zacisze, gdzie odbywało się wielkie ściganie nie mam daleko. Stąd też wymyśliłem sobie, że na spokojnie pojadę po odbiór pakietu startowego, wrócę do domu się przebrać i potem już na start.

Zdecydowałem się na dystans Mega, który jest dłuższy o jedną pętle, bo całe zawody odbywają się w formule XC (cross-country). Raj dla kibiców i szansa na dubla 😀 .

Dystans Mini w oczekiwaniu na start.

Taki ze mnie zdolny fotograf, że udało mi się nawet uchwycić sam start… no może nie czołówki 😉

Mini startowało o godzinie 10 i także o tej porze zostało otwarte biuro zawodów dla nas. My swój start mieliśmy o 11:30. Tak więc czasu było sporo. Udało się spotkać kilka znajomych twarzy, trochę porozmawiać, a także skorzystać z usług Fajnych Rowerów. Coś mnie wczoraj podkusiło aby pobawić się przednią przerzutką. Chciałem aby trochę płynniej zrzucała bieg, a ostatecznie w ogóle tego robić nie chciała. Bez najmniejszej zębatki z przodu to nie ma co się w ogóle pchać na Kozaczą Górkę. Na szczęście Panowie pomogli i to bardzo sprawnie. Przepraszam za kłopot i serdecznie dziękuję za pomoc. Dziękuję także za możliwość pozostawienia u Was plecaka 😉 .

Godzina zero zbliżała się szybko i z racji tego, że nie startowałem wcześniej to oddelegowano mnie do tylnego rzędu. Formuła XC odbywa się na pętlach i bardzo ciasnych ścieżkach. Wyprzedzać jest tutaj trudno, bo tych miejsc nie jest za wiele. Można utknąć i Ci z tyłu są niemal na to skazani. Taki urok niestety.

Na parę minut przed startem pojawia się i Gosia, która dzisiaj w roli kibica i fotoreporterki jednego zawodnika. Tego z numerem 86. Szkoda, że nie poczekałem dłużej to może bym się załapał na 88 – mój rocznik 🙂 .

Czekałem na start i tylko widziałem, jak Gosia biega z lewej do prawej w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca dla siebie. No i jak tutaj się skoncentrować?

W oczekiwaniu na start.

To jest czołówka… koronawirus i te sprawy, lepiej być z boku 😀

… bo Robak znalazł sobie miejsce gdzieś tam na końcu 😀

Najpierw mieliśmy rozbiegówkę po bruku i na szczycie wpadaliśmy na trasę. Czekały nas 4 pętle po 3 kilometry z hakiem i trochę takiej rozgrzewki. Bruk i podjazd były zbawienne, bo można było nieco przebić się do przodu i znaleźć lepszą pozycję. Potem już zaczęły się ciaśniejsze fragmenty trasy.

Za mną Panowie.

Bardzo dużo traciłem na podjazdach. Czułem, że mogę szybciej, ale niestety zakorkowało się niemiłosiernie. Na podjeździe tuż po starcie gdzieś tam w końcowej fazie było nieco szerzej, więc przed ostrym zjazdem można było nieco przebić się do przodu.

Bardzo fajnie bawiłem się na trasie, ale mam takie szczęście, że trafię na kogoś popełniającego błędy. Dwa trudniejsze podjazdy i oczywiście przede mną ktoś musiał wywalić się na korzeniach i zatrzymać wszystkich z tyłu. Wtedy zaczyna się cyrk, bo ludzie zeskakują z roweru i gonią do góry… niemal się taranując.

To zdjęcie chyba mówi wszystko.

W końcu udało mi się uciec od większej grupy i z niemal kółko jechałem sam. Dogoniłem kolejne osoby przede mną, ale tam już utknąłem na dobre.

Co tutaj dużo opisywać. Szybko skończyły się zawody, bo ostatecznie czołówka tak ostro zasuwała, że dostaliśmy dubla i ostatniego kółka nie było. Znaczy ja to bym miał, bo nawet nie wiedziałem, że będziemy ściągani z trasy i gdy zobaczyłem pusty podjazd to tak się ucieszyłem, że nawet taśma nie była w stanie mnie zatrzymać 😀 . Dopiero kibice przy trasie uświadomili mi, że to już koniec ścigania… no ale tam było pusto. Swoje tempo, można było coś nadrobić… eeeech…

Ach ta łyda.

Góra – dół, góra – dół i tak w zasadzie minęła niedziela.

Nie wiem, jak Gosia to robiła, ale była chyba na każdym zakręcie. Dopiero po jednym zjeździe, gdzie robiliśmy nawrót i wracaliśmy na górę to zobaczyłem jak Dzielna Fotografka mknie wręcz na szagę do góry. To się nazywa poświęcenie 🙂

Ale że to już koniec?

No nie pozwolili jechać dalej. Zawody super, trasa świetna, no ale formuła XC taka jest, że wyniki końcowe nie odzwierciedlają potencjału danej osoby. Jest niedosyt, bo można było być zawsze wyżej. Bawiłem się bardzo fajnie i super było widzieć Gosię dość często, bardzo często.

Żeby było zabawniej to talon na zupę został w domu i trzeba było się posilić krówkami i bułkami słodkimi.

Ostatecznie ku mojemu zaskoczeniu, zaskoczeniu Gosi, zaskoczeniu wszystkich zgromadzonych, w kategorii M3 zająłem drugie miejsce… no proszę 🙂 🙂 🙂

W klasyfikacji Open uplasowałem się na 34 miejscu, a wśród Gorzowian to chyba byłem 4. Gdzieś ta czwórka musiała się przecież pojawić.

Niespodzianek ciąg dalszy – loteria sprzyjała.

Udało się wylosować ekskluzywną papierową torbę Shimano z olejem do łańcucha i wiecznie potrzebną detką. Takie miłe zaskoczenie… kolejne 🙂 .

Krzysiek, dobry znajomy z pielgrzymki i wyścigów także stanął w swojej kategorii na drugim miejscu i loteria także sprzyjała.

Zawody jak zawsze bardzo fajne i chciałoby się więcej. Dziękuję Gosi za wsparcie, zdjęcia i poganianie 😛 . Miło też było zobaczyć znajome twarzy, nawet jeżeli ktoś się nieco spóźnił. Może Artur i Anita ścigania nie widzieli, ale jak sobie poczytają moje wrażenia to poczują się jakby tam byli.

Udostępnij:

Komentarze

  1. Z powodu natloku pracy przeczytalem teraz, przy sniadanku. Super relacja i miłe zaskoczenie bo ultra maratonczyk poradził sobie doskonale na trasie XC. No i ten niedosyt po zdjeciu z trasy, mam z tym problem bo wielu chce wiecej ale tez trudność trasy zabija slabszych. Musze cos wymyślić 😀

    1. Bardzo fajna trasa, bo uwielbiam podjazdy. No a że mam blisko to pewnie częściej będę z parku korzystał. Dzięki za ciepłe słowa 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.