Sulęciński Ośrodek Kultury przygotował akcję Zabierz sulęcińskiego baranka w podróż! Okazało się, że jeden z nich bardzo chciałby pojeździć rowerem, a z kim będzie mu lepiej, jak nie z nami? Cierpliwie na nas czekał i pewnie zakreślał dni w kalendarzu. Trafił się wolny poniedziałek, więc postanowiliśmy się po niego wybrać. Pogoda ładna, niech nie gnije w czterech ścianach.

Ostatnio dość często bywamy w Sulęcinie, więc trzeba było zaplanować nieco inną trasę. Miałem nadzieję, że ostatnie opady deszczu chociaż trochę wpłynęły na suszę w lasach i postanowiliśmy pojechać przez Brzozową i Rogi. Piach, jak tam był to jest i dalej. Musieliśmy trochę powalczyć, ale daliśmy radę… jak zawsze zresztą 😉 .

Nierówna walka na bruku.

Aleją Dębów w kierunku Jarnatowa.

Przez Sulęcin przelecieliśmy, nie oglądając się na boki, aby nie kusiły nas lody. Na nie przyjdzie czas później, bo najpierw trzeba odebrać baranka i to z rąk człowieka przez którego ostatnio sponiewierałem się na segmencie – Podjąć wyzwanie – Sulęcin MTB Challenge.

Sulęciński Baranek, który otrzymał nawet imię – Sulafin i to Dostojny.

Marek z Sulęcińskiego Ośrodka Kultury przetrzymał dla nas Sulafina Dostojnego i znając nasze kulinarne upodobania podpowiedział, gdzie znajdziemy ciekawą lodziarnię. Dotychczas odwiedzaliśmy Cukiernię Monika i na jakość lodów nie mogliśmy narzekać. Oczywiście jesteśmy otwarci na sugestię i musieliśmy to sprawdzić 🙂 .

Dla nowego towarzysza mała porcja lodów.

Mamy dużą pojemność na lody gałkowe, więc najpierw odwiedziliśmy sprawdzone miejsce, a potem udaliśmy się do nowego punktu no i musimy go dopisać do stałych miejscówek (Lodziarnia Niam Niam). Bardzo smaczne lody i cenowo przystosowane do nas, bo im więcej – tym taniej 😀 .

Gosia i jej artystyczna wizja.

Sulafin Dostojny (Sulek dla znajomych) rusza z nami w podróż. Na razie do domu, ale pewnie jeszcze odwiedzi nie jedno, fajne miejsce. Moja natura jest taka, aby mieć wszystko poukładane i zaplanowane. Z racji białej maści baranka to chciałem, aby pozostał w zabezpieczeniu.

Gosia miała jednak całkiem odmienne zdanie, bo według Niej powinien poczuć trud podróży. Jakie szanse mam w dyskusji z kobietą? Skończyło się na tym, że Sulafin oglądał świat z przodu roweru.

Ruszyliśmy w kierunku Wędrzyna, aby parę kilometrów za Sulęcinem wskoczyć do lasu i skorzystać z czarnego szlaku rowerowego, którego nigdy do końca nie sprawdziliśmy.

Jezioro Postomsko.

Szutrowa szeroka droga pozwoliła trochę się pobawić, aby chyba to za dużo było dla naszego baranka, bo zgubiliśmy go po drodze. Wstyd się przyznać, ale odczepił się od roweru Gosi i dobrze, że w porę to zauważyła.

Ledwo wyjechaliśmy ze Sulęcina, a stracilibyśmy Przyjaciela.

Z przodu było za niebezpiecznie, więc nasz Sulek wrócił do tyłu, do bezpiecznego korytka. Tam już spędził resztę drogi do domu.

Czarnym szlakiem rowerowym wzdłuż jeziora.

Potem wskoczyliśmy na żółty szlak rowerowy i zmierzaliśmy w kierunku Glisna. W zasadzie jak przeskoczyliśmy drogę wojewódzką na drugą stronę to były to tereny dla mnie nowe. Nigdy od strony Koloni nie jechałem do Glisna. Teraz nadarzyła się ku temu okazja.

Mieliśmy też już trochę dość piachu, więc zrezygnowaliśmy ze standardowej niemal trasy przez las w kierunku Glinika. Postanowiliśmy na wariant do krajówki i potem na Rudnicę i Kiełpin. Poszło bardzo sprawnie i nawet można było zrobić sobie przerwę przy sklepie na uzupełnienie kalorii.

To trzeba mieć szczęście, aby natrafić na Flipsy Czekoladowe 🙂

Bocianie zabawy.

W Maszewie jest bocianie gniazdo, które już solidnie jest przepełnione. Gdy tylko tamtędy przejeżdżamy to zawsze coś się dzieje. Natrafić tam na bociana stojącego w bezruchu jest niemożliwe. Ciągle coś tam się dzieje.

Dalej już bez udziwnień do Gorzowa. Sulafin trafił do kąpieli, bo może nie pokonał dużego dystansu, ale z wieloma zanieczyszczeniami zdążył się zapoznać. Na razie niech odpoczywa i potem ruszy w ciekawe miejsca. Niech poznaje świat 😉

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.