W minioną sobotę zakończyło się wyzwanie Sulęcin MTB Challenge i ostatecznie zająłem 3 miejsce. Niestety nie mogłem być na dekoracji, a bardzo chciałem mieć jakąś pamiątkę. Głównie dlatego, że bardzo fajnie się przy tym bawiłem 🙂 . Ostatecznie ugadaliśmy szczegóły i z racji wolnego piątku wspólnie z Gosią wybraliśmy się do Sulęcina po odbiór pucharu.

Trasa nie była jakaś wielce kombinowana. Postawiliśmy na standardowy, sprawdzony wariant. Czasu mamy dużo, a dość spory wiatr nie powinien nam wielce przeszkadzać.

Całkiem przypadkiem natrafiliśmy na smaczne poziomki.

Znikały bardzo szybko, jedna za drugą.

W Krzeszycach wpadamy do lasu i ostatnio trochę popadało (nawet nieco z samego rana). Może nie za długo, ale zawsze to jakieś nawilżenie i aż tak bardzo się nie kurzyło. Wykorzystaliśmy całe możliwości szutru, aby potem wrócić na asfalt, a stamtąd mamy zaledwie 5 km do Sulęcina.

Przelatujemy przez miasto i do siedziby Sulęcińskiego Ośrodka Kultury, gdzie witają nas kolorowe parasolki.

Pani z biblioteki skierowała nas do dzwonka, bo ciągle mamy obostrzenia związane z koronawirusem. Zeszła do nas miła Pani, która nie za bardzo wiedziała o co chodzi, ale szybko zorientowała się w temacie.

Z racji tego, że była ze mną Gosia, która odgrywała samoistną rolę fotoreporterki to poprosiła Panią o wręczenie nagrody, ale padł lepszy pomysł z Pani ust, że może zrobi to Pan Dyrektor… no pięknie… będziemy fatygować takich ludzi… nie no…

Po chwili z góry zeszły dwie osoby i dopiero skojarzyłem kim jest dyrektor SOK-u. Druga osoba to był pewniak i Jego wina wylane te wszystkie poty. Jeżeli ktoś miał okazję być w Sulęcinie na jednej z imprez to wie, jakie świetne osoby to wszystko organizują. Gosia bardzo szybko poustawiała trzech facetów, wyznaczyła zadania i odbyło się uroczyste wręczenie 😀 Stanowisko tutaj nie grało żadnej roli.

Puchar z rąk dyrektora Sulęcińskiego Ośrodka Kultury – Pana Jacka.

No i dyplom wraz nagrodami rzeczowymi od Pana Marka – pomysłodawcy wirtualnego wyzwania.

Bardzo dziękujemy za fajną zabawę i miłe przyjecie. Uśmiech chyba mówi wszystko 😉

Panowie w ogóle specjalnie dla nas przerwali audycję radiową. Jeszcze raz bardzo dziękuję, ale wszelkie „uwagi” to do Gosi :p

Trzeba było uczcić wynik, a jedynym rozsądnym sposobem były lody. Niedaleko fontanny powstała budka, gdzie można kupić lody gałkowe. W smaku są całkiem ok, ale jak za cenę 4 zł za gałkę to trochę ich malutko. Wzięliśmy na spróbowanie, ale ostatecznie wylądowaliśmy w sprawdzonej cukierni, a tam mają przepyszne lody i skończyło się na sporych porcjach 🙂

Ta radość mówi wszystko.

Ten jest mniej nadgryziony?

Oczywiście musiała być sesja z pucharem i nieco już… eee… naczętym lodem.

Puchar ląduje bezpiecznie w sakwie, tak samo jak pozostałe rzeczy i ruszamy w kierunku Żubrowa. W zasadzie powrót niemal standardowy. Asfaltem do Lubniewic i tam szutrówką do Glinika i prosto do Gorzowa. Nie ma co tutaj wielce opisywać.

Antyrama i znajdzie się miejsce na ścianie.

Jak się trafią lody deserowe to sztućce będą jak znalazł. Natomiast opaska znajdzie swoje miejsce na ramie roweru.

Jeszcze raz bardzo dziękuję za nagrody, miłe przyjęcie. W ogóle za wymyślenie takiej rywalizacji, w takiej wirtualnej formie.

Sulęcin coś nam sprzyja i jak Gosia wyjeżdżała rok temu z rowerem za puszczenie kaczuszki (Regaty, gumowa kaczka nr 42 i wiele radości) to teraz ja nadrobiłem moje nieudane regaty.

Do zobaczenia, bo pewnie jeszcze nie raz pojawimy się na jakieś imprezie.

Udostępnij:

Komentarze

  1. A lody z budki za 4 zł. Ich „malutko”? Bardzo delikatnie to opisałeś. Ja bym powiedziała „lodów brak”. 4zl za nic… Wagowo nic nie ważyły. Masakra. Zrozumiałam czemu u Pani w budce z lodami i goframi kolejki brak. Mi by było wstyd sprzedawać nic.. 🙂

    1. Dziękuję bardzo i przeprasza za dzisiaj na trasie. Nie poznałem Cię w ogóle i dopiero później skojarzyłem 😉

  2. „usmiech mówi wszystko”… 🙂 Fajnie że pojechaliśmy po ta nagrodę. Cieszę się że mogłam być świadkiem jej wręczenia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.