W niedzielę odbędzie się wielkie ściganie. Może nie wielkie pod względem ilości uczestników, bo tych przez pandemię jest mniej, ale bardziej chodzi mi o ogrom wydarzenia. Zachodnia Liga MTB po raz kolejny zawita do Gorzowa Wielkopolskiego i wyścig odbędzie się w formule XC, czyli na pętlach o długości 3,2 km.

Park Zacisze i popularna Kozacka Górka zostały wykorzystane chyba na maska. Mamy bardzo dużo podjazdów, bo na jednej pętli wychodzi prawie 200 metrów przewyższeń. W głowie gdzieś tam miałem chęć spróbowania się i z racji tego, że mam bardzo blisko to udałem się na objazd trasy. W głowie zrodziła się myśl, że może wystartuję w zawodach… hmmmm.

Trochę to ironiczne, bo wcale lekko nie będzie.

Nie miałem okazji nigdy tutaj startować, ale sądząc po śladzie z nawigacji to trasa jest taka sama, jak w zeszłym roku albo bardzo podobna. Na pewno nikt tam nie będzie się nudził, bo organizatorzy przygotowali solidny interwał.

Objazd był bardzo spokojny, często się zatrzymywałem, fotografowałem, więc i średnia prędkość wyszła niska. Jedno jest pewne, że trasa jest trudna, ale nie bardzo trudna. Idzie ją przejechać i przy tym bardzo dobrze się bawić.

Organizatorzy oznaczyli korzenie i inne przeszkody, które pojawiają się na trasie. Bezpieczeństwo przede wszystkim.

Na start taki dłuższy podjazd.

Taki, fajny singielek.

Na początek dostajemy solidną górkę na rozgrzewkę, a potem zjazd trochę techniczny. W zasadzie mamy dwa nieco trudniejsze zjazdy – na samym początku i przy zjeździe do mety. Filozofia tej trasy jest taka, że to co podjedziemy to zaraz zjedziemy na dół, aby znowu wdrapać się na górę 🙂

Stromo.

Na szczęście szeroki w barach nie jestem.

Trasa jest oznaczona w 100% i można spokojnie trenować. Park raczej spokojny, więc i z „przeszkadzajkami” w postaci pieszych nie ma problemu.

Ja natomiast miałem jeden problem po drugim podjeździe, gdzie na samym szczycie już przy wjeździe na betonową nawierzchnię mamy solidną porcję piachu. Nie mam jeszcze pomysłu na ten fragment, ale będzie trzeba coś wymyślić. Póki co to tam się zakopuję.

Piaszczysty zjazd do mety.

Ostatni zjazd to już istne wyzwanie, bo tam piachu tyle, co na plaży w Międzyzdrojach. Mamy dwie ścieżki. Jedna bardziej hardkorowa z uskokiem i druga to taki objazd, dłuższy albo spokojniejszy.

Zawodów było już tam sporo, ale jak wspomniałem wcześniej to nigdy tutaj nie startowałem i nawet nie pojawiłem się tam w roli kibica. Po poniższym zdjęciu widać, że wcale wydeptane ścieżki nie są nowe. Park pod względem rowerowym ma już bogatą historię.

Ostatecznie zdecydowałem się na start, ale diabeł mnie pokusił na dystans Mega, który pokonuje cztery pętle. Będzie co robić w niedzielę… oj będzie 🙂

Udało mi się także zebrać chyba wszystkie buźki pozostawione przez organizatora. Może jest za to jakaś nagroda… nie wiem… np. w postaci bonifikaty czasowej 😉

Udostępnij:

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.