Sulęciński Ośrodek Kultury przygotował bardzo miłą niespodziankę dla sympatyków kolarstwa. Głównie dla tych, co lubią wyzwania i namiastkę ścigania… no i trochę się sponiewierać. Chodzi o Sulęcin MTB Challenge. Nazwa poważna, ale jest to wyznaczony segment na Stravie, który należy pokonać w wyznaczonym terminie.

Bardzo lubię takie zabawy i postanowiłem się spróbować. Segment został wyznaczony w okolicach Lubniewic na drodze pożarowej nr 1. Ładnie oznaczony i dobrze mi znany, ale bardziej z przeciwnej strony. Mamy 5 km i trochę podjazdów… to lubię 🙂

Najpierw trzeba tam jednak dotrzeć, a mam trochę kilometrów. Ciężko z terminem, bo weekend zdominowała kapryśna pogoda, a na dalsze dni są inne plany. Postanowiłem więc się wstrzelić dzisiaj, po pracy. Pogoda sprzyjająca, więc szybki obiad i ruszam.

Nie ma za co. Żeby taką średnią mieć na segmencie 😀

Wiatr sprzyjający, bo głównie mam go w plecy. W głowie jednak mam powrót – wszystko się odwróci niestety. Te 40 km dojazdu, tak na rozgrzewkę pewnie pomoże. Docieram na miejsce i ruszamy od razu. Nie ma co zwlekać.

Popełniłem kilka znaczących błędów z podstawowym, czyli zbyt mocny początek. Nie wiedziałem kiedy uciekły mi 2 kilometry, a tutaj najlepsze przed nami, a ja w zasadzie mam już dość. Trochę musiałem powalczyć, głównie na najtrudniejszym podjeździe. Lubię jednak stromizny. Mobilizacja i prujemy przed siebie.

Na całe szczęście na szlaku nie było dużo ludzi. Jedna para z psem, ale trzymali się bezpiecznie z boku. Nigdy jeszcze 5 kilometrów mi się tak nie dłużyło, ale upragniony napis Meta wyczekiwany był od dawna i w końcu pojawił się na horyzoncie – taki czerwony, w blasku słońca.

Chwila na odsapnięcie, spojrzenie na nawigację, bo akurat włączyłem sobie pomiar na segmencie i mam już wynik. Zaskoczenie jest, ale patrząc na to, że można lepiej to na twarzy pojawił się uśmiech. Na razie to musi wystarczyć. Może uda się znaleźć trochę czasu i podjąć drugą próbę. Nie popełniając, nie powielając błędów. No i oczywiście telefon do Gosi, no bo muszę się przecież podzielić z wrażeniami na żywo… sapiąc niemiłosiernie.

Jedną uwagę mogę mieć jedynie do braku tabliczki (albo nie widziałem przez pot kapiący do oczu) za najtrudniejszym podjazdem prowadzącym w zasadzie do Uroczyska Lubniewsko. Skręcamy tam w lewo i nie widziałem, aby był wskazany kierunek. Akurat znałem trasę, ale mogą się pojawić osoby, które pojadą tylko według oznaczeń w terenie. No i może być mały kłopot.

Spotkałem także innego śmiałka, który podejmował wyzwanie i walczył na ostatnim podjeździe. Ja akurat wracałem już do domu. Pozdrowienie i słowa otuchy 😉 Mam nadzieję, że jesteś zadowolony z wyniku.

Powrót niemal tą samą drogą i głównie to była walka z wiatrem. Zadowolenie z wyniku dawało tego pozytywnego kopa. Po powrocie do domu zobaczymy na które miejsce pozwoli ten rezultat i jak cała rywalizacja rozwinie się w tym tygodniu.

Na dzień dzisiejszy tabela wygląda tak 🙂 🙂 🙂

Udostępnij:

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.