W marcu w Gorzowie Wielkopolskim miała zostać uruchomiona wypożyczalnia hulajnóg elektrycznych, ale z wiadomych przyczyn do tego nie doszło. Minęło trochę czasu i od wczorajszego dnia w mieście pojawiły się wreszcie wspomniane środki transportu. Można z nich w pełni korzystać, ale od razu uprzedzę, że nie ma czegoś takiego jak darmowe przejazdy 🙁

Skusiłem się i przetestowałem hulajnogę i podzielę się swoimi spostrzeżeniami głównie z perspektywy wypożyczalni rowerów miejskich, z której miałem okazję niejednokrotnie w przeszłości skorzystać.

blinkee.city – aplikacja, rejestracja, opłaty
Operatorem wypożyczalni jest blinkee.city, które jest obecne już w kilkudziesięciu miastach. Zarządzanie w całości opiera się na aplikacji i problem będzie miała osoba, której podczas jazdy rozładuje się smartfon.

Najpierw trzeba pobrać aplikację i się zarejestrować. Musimy uiścić opłatę aktywacyjną w wysokości 5 zł (kwotę możemy potem przeznaczyć na jazdę). Dla mnie bardzo dużym minusem jest to, że musimy do konta przypisać kartę płatniczą. Nie ma możliwości zasilenia konta zwykłym przelewem, a wszystkie opłaty opierają się wyłącznie na karcie. Nie zauważyłem też opcji zarządzania nimi i jeżeli już jakoś dodamy, to raczej zostanie ona tam na stałe.
W przypadku rowerów miejskich to także wymagana jest opłata aktywacyjna, która jest wyższa, bo wynosi 20 zł (przynajmniej, jak z dwa lata temu korzystałem z rowerów w Warszawie) i także przeznaczona jest na jazdę.
W obu przypadkach musimy podać swoje dane z numerem telefonu łącznie, ale rowery dodatkowo wymagają wpisanie adresu zamieszkania. Tutaj pojawia się znacząca różnica. W przypadku hulajnóg wszelkie dodatkowe opłaty pociągane są z karty (parkowanie poza strefą, uszkodzenia, itp.), a rowery miejskie gdy dopatrzą się nieprawidłowości to korzystają z podanego adresu zamieszkania i kontaktują się z daną osobą.

5 zł nie wystarczy na poważniejszą zabawę, bo aby skorzystać z hulajnogi to pobierana jest opłata startowa w wysokości 2,50 zł i potem za każdą minutę jazdy płacimy 49 gr (istnieje też pauza, gdzie podczas postoju pobierane jest mniej pieniędzy). Jak ktoś już patrzy na te kwoty to pewnie w głowie sobie już policzył, że tanio niestety nie jest.
Rowery miejskie wspierane są przez samorządy stąd też jazda do 20 minut jest darmowa, a potem płaci się 2 zł do godziny jazdy i 4 zł przy każdej następnej godzinie. Patent jest taki i większość osób tak robi, że jeździ się od stacji do stacji w limicie 20-minutowym. Wtedy mamy jazdę całkowicie darmową 😀 . Nie ma żadnych opłat startowych, itp.

Oczywiście musimy doładować konto, aby móc gdzieś dalej pojechać i pojawia się kilka pakietów do wyboru. Są tam całodniowe jazdy, itp., ale ja decyduję się na najtańszy, czyli płacę 29 zł, a mam w tym 35 zł na jazdy. Myślę, że jest to wystarczające, aby już konkretnie móc przetestować sprzęt.

No to jazda!
Aplikacja to w zasadzie jedna, wielka mapa, która pokazuje ulokowanie hulajnóg w mieście, a także strefy (te wielokąty na fioletowo), gdzie bez dodatkowych opłat można zostawić hulajnogi po jeździe. U mnie akurat przywieziono pod niemal same okno kilka maszyn, więc nie było problemu z wyborem. Jest opcja Rezerwacja i wtedy przez 15 minut czeka na nas wybrana maszyna. Można spokojnie w tym czasie do niej dobiegnąć 😉

Skanujemy kod QR lub wpisujemy numer hulajnogi i słyszymy piknięcie, zapalają się światła i jest już nasza. Dla mnie olbrzymim minusem jest zarządzanie z poziomu aplikacji. Chcemy się zatrzymać, włączyć pauzę to musimy wyciągnąć telefon i to zrobić.
Rowery miejskie działają na podobnej zasadzie. Różnica jest tylko taka, że jeszcze dostajemy powiadomienia SMS, bo tam przychodzi kod do linki zabezpieczającej (gdy chcemy rower na chwilę zostawić np. przed sklepem, a boimy się kradzieży).

Podczas wybierania konkretnej hulajnogi warto zwrócić uwagę na zasięg, bo może się okazać, że wybraliśmy tę z niemal rozładowanych akumulatorem, który starczy na ledwo kilometr i wtedy będzie problem z powrotem do strefy.

Pierwsze razy nie są takie trudne
Jazda jest banalnie prosta. Z prawej strony mamy manetkę… eeee… prądu (?) z lewej hamulec. Naduszamy zielone to jedziemy, czerwone – hamujemy. Działanie identyczne, jak pedałów w samochodzie. Hamulec jest mega wydajny i niejedna osoba może się zdziwić jego siłą działania.

Na prostej drodze rozpędzimy się maksymalnie do 25 km/h, a na górce zadławimy do 4 km/h. Nie byłbym sobą, gdybym nie przetestował hulajnogi w ekstremalnych warunkach i niestety poległa podczas stromego podjazdu pod wiadukt w okolicy cmentarza (przy mojej wadze nie przekraczającej 70 kg!). Tak więc zapomnijmy o bezproblemowym pokonywaniu konkretniejszych, gorzowskich wzgórz. Skończy się na prowadzeniu, tak samo zresztą jak roweru. No, a mimo że jest to deska z kierownicą i kółkami to solidnie waży 😉 Powiedziałbym, że jest to waga ciężka, bo miałem problem, aby wnieść ją po schodach.

Deska, podłoga… to coś na czym stoimy jest na tyle szerokie, że bez problemu można nogi trzymać obok siebie. Operowanie manetkami intuicyjne, ale trzeba się trochę przyzwyczaić, bo co niektórzy mogą się pomylić. Jedyny problem jaki miałem to w pewnym momencie zablokowała mi się manetka odpowiadająca za prędkość. Chyba za bardzo się przyzwyczaiła do tego, że przez 99% była wciśnięta.
Jeżeli chodzi o nawierzchnie to amortyzacja jest na tyle duża, że można czuć się komfortowo na chodniku, ale już na takim bardziej krzywym to trochę nas wytelepie, a na bruku to można pogubić zęby. Trzeba się też liczyć z tym, że im trudniejsza nawierzchnia, tym prędkość mniejsza.

Wracasz do swojej strefy
Jak wspomniałem wcześniej, hulajnogi musimy odstawić w wyznaczonych strefach. To znaczy nie musimy, ale gdy zrobimy to w innym miejscu to naliczone zostaną dodatkowe opłaty. Ja miałem z tym drobny problem, bo się okazało, że aplikacja opiera się na lokalizacji w telefonie i mimo, że byłem w strefie (2 centymetry ode mnie stały inne hulajnogi do wypożyczenia) to usilnie byłem informowany o dopłacie w wysokości 10 zł. GPS nieco zgłupiał i trochę przestrzelił, że musiałem ostro manewrować, aby móc bezproblemowo odstawić jednoślad na swoje miejsce… no a pieniążki uciekają, bo czas leci. Z tym trochę nie wyszło, ale koniec końców się udało.
Jakby było tego mało to, aby zwrócić hulajnogę musiałem jeszcze zrobić zdjęcie i ocenić jazdę. Nieźle trzeba się naklikać, a ja takiego klikania fanem nie jestem. Chcę pojechać, oddać i zapomnieć. Rozumiem, że jest to jakaś forma zabezpieczenia, ale bardzo dokuczliwa.

Miejskie rowery są w tym przypadku o wiele wygodniejsze. Nie miałem jeszcze okazji korzystać z tych, które można zostawić poza stacją i nie znam dokładnie zasady ich działanie. Natomiast te, które lądują w wyznaczonym miejsce to po prostu wjeżdża się z przednim kołem do stojaku, słyszy piknięcie i koniec jazdy. Do następnego. Gdy taki stojak jest zapchany po brzegi to wtedy musimy skorzystać z aplikacji, ale to zdarza się bardzo sporadycznie.

Wrażenia
Jazda przyjemna, ale można to traktować jako formę zabawy. Porażką jest przede wszystkim cena. Zrobiłem nieco ponad 5 km, ale z konta zeszło prawie 17 zł. W zeszłym roku podczas wizyty w Warszawie przejechałem rowerem miejskim ponad 30 kilometrów i zapłaciłem za tę frajdę równe 9 zł. Różnica jest kolosalna.

Rower – 2 godziny jazdy z minutami – ~33 km (9 zł)
Hulajnoga – 28 minut jazdy z minutami – ~5 km (16,49 zł)

Historia naszych przejazdów w aplikacji jest bardzo skromna. Mamy tylko podany numer maszyny, datę i kwotę, jaka została pobrana. Najpopularniejsza aplikacja do rowerów miejskich podaje w historii jazd sporo statystyk od dystansu, czasu, nawet po mapę GPS. Mamy swego rodzaju taki mini Endomondo. Taka opcja by się przydała… dla rodziców aby mogły kontrolować dzieci, gdzie jeżdżą elektrycznymi hulajnogami 😀

Podsumowanie
Hulajnoga fajna, jeździ się całkiem przyjemnie, a pewnie jak już człowiek do maszyny bardziej się przyzwyczai to i jazda będzie o wiele pewniejsza. Odstrasza cena, bo za taką kwotę nie można tego traktować jako opcji dojazdu do pracy, szkoły… w zasadzie gdziekolwiek. Na razie to jest taka ciekawostka w mieście, forma zabawy. Może w kryzysowych sytuacjach jako środek transportu. Nic poza tym.

Tak jeszcze wzięło mnie na różnicę między elektryczną hulajnogą, a rowerem miejskim. Pomijam fakt, że na rowerze trzeba pedałować, bo ja to akurat bardzo lubię, a są przecież dostępne dla leniwych rowery elektryczne. Bardziej zastanawiałem się nad bagażem, bo rower wyposażony jest w koszyk, gdzie bezproblemowo schowamy torbę, plecak, to co mamy ze sobą (ciekawostka, koszyki mają limit wagowy do 5 kg!). Hulajnoga nie ma czegoś takiego i cały swój dobytek musimy mieć na sobie.

45-minutowy bilet na komunikację miejską kosztuje 3 zł. No ale kto by tam chciał się pchać do autobusu. Frajdy o wiele mniej.

No i na sam koniec.
HULAJNOGAMI NIE JEŹDZIMY PO ŚCIEŻKACH I DROGACH ROWEROWYCH!!!
W świetle prawa traktowane są one jako pieszy i ich miejsce jest niestety, czy też stety na chodniku.

Udostępnij:

Komentarze

  1. Z góry przepraszam za nieestetyczny model do testowania. Pogoda w weekend nie była niestety zbyt łaskawa. Tak udało mi się w strzelić w okno pogodowe.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.