Pogoda paskudna. W zasadzie miał być odpoczynek, ale skończyło się na przymusowej wyprawie do miasta. Spotkanie z Tomkiem w Lubnie i kierunek Gorzów Wielkopolski. Mżawka, ale nikt na nią nie zwracał szczególnej uwagi.

Załatwiam nielegalne interesy i potem rodzi się pomysł, aby odszukać
altankę Gosi. Dostała biedaczka szlaban na rower, bo już wyczerpała limit kilometrów. Lądujemy w dziczy, czyli na gorzowskim blokowisku. Okrzyki radości, entuzjazm. Ze strony koleżanki niedowierzanie, że dwóch popaprańców może naruszyć to święte miejsce.


Kolejne tereny przejęte.

Skończyło się na tym, że Gosia jako dobra gospodyni poczęstowała nas gorącą herbatą. Nie ukrywam, że byłem w totalnym szoku. Nawet nie zauważyłem, że w swoich łapkach niesie kubki (mój z prawej, przypadek? Nie sądzę). Głównym celem było jednak zabranie kilku map i przewodników, bo wyjątkowo miałem ze sobą plecak. Jak przystało na przyzwoitych facetów, wypiliśmy kulturalnie herbatkę na blokowisku. Dziękuję za książeczki i liczę na podpis na wyjątkowym egzemplarzu.


Limitowana edycja. Z Gosiakiem na okładce.

Trzeba było zbierać się do domu. Tak więc rozstaliśmy się z uśmiechem na twarzach i trasa powrotna w zasadzie taka sama (przez Kłodawę na Lubno). Mgła coraz gorsza, a na trasie Lubno-Stanowice gołoledź. Trzeba było nieco uważać. Potem już z górki.


Nowo odkryty mural – Dragon Ball.


Ostatnio niektórym śnią się jakieś więzienia…


Mglisto 🙁

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.