Przyszła pora na wypad w dalsze rejony naszej ojczyzny. Tym razem wybraliśmy kierunek Ojców, gdzie spędzimy kilka dni. W moje ręce wpadły mapy ze szlakami rowerowymi, więc przygotowałem plan na trzy dni. Czekała nas jednak długa podróż. Najpierw pociągiem przedostaliśmy się do Kostrzyna nad Odrą, aby tam przesiąść się na Intercity, który zawiezie nas i nasze rowery oczywiście do Krakowa.

Po ośmiu godzinach podróży lądujemy w stolicy małopolski i samo zwiedzanie Krakowa zostawiamy na później. Czeka nas trochę hopek, więc nie ociągając się opuszczamy miasto i na okrętkę jedziemy w kierunku miejscowości Skała. Tam właśnie znajdował się najbliższy Paczkomat, gdzie odbierzemy cięższe bagaże.

Najgorszy w całym tym planie było dostać się do szlaku rowerowego, który zaczynał się na obrzeżach miasta. Nawigacja trochę oszalała, więc musieliśmy trochę pokręcić się po uliczkach zanim wskoczyliśmy na planowaną trasę. Potem wszystko szło już zgodnie z planem.

Można poczuć się jak w górach.

Zdjęcie i tak nie pokaże tego piękna, które mieliśmy okazję widzieć.

Taki klimatyczny podjazd…

… pokonany z łatwością.

Pogoda była idealna. Ciepło, cały czas towarzyszyło nam słońce. Na 50 kilometrach zrobiliśmy ponad 700 metrów w pionie. Pomysł ze wcześniejszym ustaleniem szlaku i wgraniu go do nawigacji jest świetny. Nie traci się czasu na ustalaniu kierunku jazdy tylko idzie wszystko jak po sznurku. Pojawiają się oczywiście zaskoczenia, ale szybko idzie łatwo je zweryfikować, wybrać alternatywną drogę.

W Ojcowie nie ma większego sklepu, więc jedynym ratunkiem jest wspomniana wcześniej Skała. Tam natrafiamy na pyszne lody, robimy zakupy i potem nie wiedząc czemu zapowiadam ciągłą jazdę pod górę. Czeka nas 5 kilometrów wspinaczki do Ojcowa. Rzeczywistość okazuje się inna. Oczywiście wszystko mi się pomyliło i jechaliśmy cały czas w dół. Było już ciemno, zrobiła się nieco chłodniej, a ja dzielnie leciałem w dół na krótki rękaw. To była moja kara za nieumiejętne czytanie profili albo zaniki pamięci.

Szybko namierzamy miejsce noclegu i z niecierpliwością czekamy na kolejny dzień. Czeka nas większe wyzwanie, bo przekroczymy grubo ponad kilometr w pionie. Będzie trochę pagórków, ale i zapewne pięknych widoków. Na krótkim dystansie z Krakowa do Ojcowa byłem w totalnym szoku, jak tu jest pięknie. Ojców co prawda skrył się w ciemnościach, ale i tak można było zza świateł latarni dostrzec wyjątkowość tego miejsca.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.