W Chwarszczanach corocznie odbywa się impreza historyczna, której finałem jest wielka inscenizacja. Organizatorzy za każdym razem starają się urozmaicać i temat przewodni się zmienia. Tym razem na piedestale postawieni zostali Słowianie oraz Templariusze. Nowością miała być grupa Husaria Rzeczpospolitej i na tym najbardziej mi zależało. Jeszcze nigdy nie miałem okazji zobaczyć husarię z bliska. Nie liczyłem jednak na tłumy. Moja kalkulacja była prosta, że jeden husarzysta nie przyjedzie pół Polski, więc minimum będzie dwóch… i tylu też się zjawiło 🙂

Na miejsce przybyliśmy dosyć wcześnie i od razu udaliśmy się na miejsce obozu. Akurat trwała msza święta, więc było nieco spokojniej i można było zrobić rundkę rozgrzewkową.

You shall not pass!

Po wysokości zarobku to jednak sądzę, że ludzie wolą chodzić naokoło.

Runda nie trwała zbyt długo, bo zatrzymaliśmy się przy reprezentantach stajni Złota Grzywa z miejscowości Cychry. Bardzo sympatyczni ludzie, którzy oferowali krótką przejażdżkę na koniu. Lubię te zwierzaki, ale jedynie aby na nie popatrzeć, pogłaskać, ale nie za bardzo na nich jeździć. Gosia jednak się skusiła.

W kolejce na przejażdżkę.

Gdy Gosia poznawała sztukę jeździectwa mnie zainteresowali panowie szalejący w tle. Wojownicy, wojowie, rycerze (pomieszane epoki) rozgrzewali się przed walkami. Na polanie odbyła się krótka prezentacja uzbrojenia, aby potem przejść już do naparzania się po hełmach.

Muszę przyznać, że Panowie potrafią zrobić show. Mają gadane i lubią to co robią. Widać połączenie pasji i zaangażowanie. Ponadto chcą także przekazać wiedzę. W zasadzie to większość osób zebranych na festynie tak ma. Prezentują swoje dzieła, wykonywane technikami z tamtych czasów. Chętnie opowiadają o tym, a jedzeniem częstują.

A propos jedzenia. Nie mogło zabraknąć miodu pitnego. Degustacja nas omijała (wiadomo rowerzyści), ale wystarczył jeden miedziak i kubeczek uzupełniony. Konkurencję miałem obok dużą, więc udało się wziąć łyczka… dosłownie 😛

Ile to ma? Ledwie 13%.

Udało się także załapać na zupę rybną. Nie miałem jeszcze okazji nigdy jej jeść, no ale już wiem, że sympatykiem tego dania nie będą. W zasadzie to za zupami nie przepadam. Chociaż z chęcią każdej spróbuję. Udało się też posmakować miodów (już nie pitnych), a także podpłomyków.

Przygotowania do kolejnej porcji zupy.

Wąż pilnujący potraw rybnych.

Panie, na te podpłomyki to długo trzeba będzie czekać?!

Festyn bardzo fajny i stanowisk było dosyć sporo. Odbywała się także druga edycja Festiwalu Maszyn Oblężniczych, gdzie ponownie zawitała ekipa z Grodu Pobiedziska. Było strzelania z maszyn, a także z łuków. No i na oficjalne rozpoczęcie z armaty… a jakże 🙂

Ziuuu, prosto w skroń.

Przy okazji takich imprez pojawiają się także muzea i chyba pierwszy raz było tutaj Muzeum Twierdzy Kostrzyn. Nie przypominam sobie, aby w przeszłości gościli w Chwarszczanach. Zawsze terminy kolidowały z ich imprezą. Nie zabrakło także przedstawicieli Muzeum Pojezierza Myśliborskiego u których na fali jest teraz „jajkowa grzechotka” (nie wiem, jak to inaczej nazwać?).

Broń trochę jakby z innej epoki.

Broń taka, jakby… zabawkowa.

Na inscenizacji nie mogliśmy zostać, bo zaczynała się o godzinie 18, a my już przed godziną 14 mieliśmy już wszystko przebadane. Czekać tyle czasu nie było sensu. Tak więc jeszcze rundka po obozie na pożegnanie i trzeba myśleć o powrocie.

Księżniczka…

… no a jak Księżniczka to musi być i wieża.

Na sam koniec zostawiłem husarię. To głównie dla nich przyjechaliśmy. Problem też był godzinowy, bo ich pokazy miały być w porze takiej poobiadowej, 16-18. Nie dane było zobaczyć ich w akcji, ale coś udało się sfotografować.

Husarzyści to tylko pozowali i nawet chętnie to robili. Byli także Panowie mniejszej rangi (tak to nazwijmy, bez urazy oczywiście), którzy postanowili nieco bardziej się poruszać.

Trochę czasu w Chwarszczanach spędziliśmy. Gosia mogła poudawać księżniczkę na szarym koniu. Ogólnie takie festyny są fajne, ale my tutaj jesteśmy n-ty raz. Szukamy nowością, ale nie powiem, że jest to nudna impreza. Dużo się dzieje no i można wiele ciekawych rzeczy się dowiedzieć. No i coś tak także podjeść. Tak jak np. lody w Witnicy, na powrocie 😉

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.