Dzisiaj trzeba było odebrać oponę, uwielbianą przeze mnie Kendę, która przybyła do miasta wojewódzkiego zwanego Gorzowem Wielkopolskim. Co by to była za przejażdżka tylko po nią i z powrotem. Wyszło by raptem paręnaście kilometrów, a tak Robaczek nie chce. Na dworze słońce, więc trzeba tradycyjnie dystans sobie zwiększyć. Przez okoliczne wioski dotarłem do Wieprzyc.


W kierunku Włostowa.


Jakiś kaczko-indor-coś.


Się wkurzył, że robię mu zdjęcia i sobie poszedł.


Nie lećcie w tą stronę!! Zimy nie będzie.

We Włostowie w końcu wylali asfalt do końca i mam piękną, równiutką jak stół drogę. Rewelacja. Może pociągną to jeszcze dalej 😀 . Gdy dotarłem do miasta była jeszcze wczesna pora, więc się trochę po nim pokręciłem (zaliczając kilka podjazdów). Na ulicy Kostrzyńskiej słyszałem ryk silników motorów, więc odwiedziłem tor motocrossowy na Zawarciu. Niestety tam pusto, ale przy okazji odkryłem ciekawą miejscówkę w okolicy Warty.


„Staruszek”.


Kolejne ptactwo nakarmione. Na marmoladę EPO skusiły się tylko trzy sztuki 🙁

Potem udałem się w kierunku Kłodawy i na Chwalęcice. Trochę pagórków i powrót do Gorzowa. Przy paczkomacie spotkałem dwoje dzieciaków, gdzie jeden z nich złapał kapcia. Pomoc nie była zbytnio potrzeba, bo dwójka małolatów mieszkała bardzo blisko i wystarczyło tylko dopompować, bo powietrze tak szybko nie uciekało. Zawsze to jakiś plusik na koncie i może karma wynagrodzi. Potem już odebranie paczki.


Jest i ona, śmierdz… pachnąca nowością oponka.

W drodze powrotnej jeszcze małe odwiedziny 🙂 i powrót totalna nowość. Nie dość, że po ciemku to jeszcze we mgle. Super odczucia i nowe doświadczenie na zakończenie niedzielnego rowerowania.


Droga powrotna i mistrz aparatury fotograficznej.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.