Robak nie mógł rano spać i patrzył sobie przez okno, jak to pada deszcz. Niektórzy także byli tym faktem zawiedzeni i postanowili to wyrazić w formie SMS-a w środku nocy :p . Na szczęście później pogoda znacznie się poprawiła. Na termometrze około 5 stopni Celsjusza. Staruszek otrzymał nowe koła, bo tylna obręcz ledwo co już funkcjonowała. Zamontowałem także lepsze klocki hamulcowe i w drogę, no bo trzeba przetestować.

W ogrodzie optymistycznie zakwitł pigwowiec. Pojawiły się pęki kwiatów, a roślina ta zakwita dopiero w kwietniu-maju. Zimy nie będzie, jak to mawia klasyk.


Zdjęcie może słabe, ale te kulki to kwitnące kwiaty.

Wracając do tematu rowerowego. Pokręciłem się po okolicznych górkach i tak coraz dalej, coraz dalej, aż wylądowałem w Marwicach. Pomysł, by jechać w stronę Witnicy. Kontakt telefoniczny z Tomkiem i łapiemy się w Sosnach.


Oko sprawdza działanie monitoringu.

Poczłapaliśmy się po lasach, odwiedzając liczne mokradła. Pogadaliśmy z indykami, z ludźmi też żeby nie było. Nazbieraliśmy ziarna na zimę (ptaki mają ich dużo). Ogólnie dzień na rowerowanie świetny.


Gdzieś na mokradłach.


Ciągle na mokradłach. Tam w tle, daleko, daleko łabędzie (takie białe punkty).


Indyki.


Gul, gul, gul wystarczyło żeby wszystkie się zbiegły.

Przez okoliczne wioski, przez lasy, docieramy do Witnicy. Oko znalazł świetną miejscówkę na kesza. Trzeba coś schować, bo dawno tego nie czyniłem. Miejsca zaklepane, nikt je nie znajdzie, więc w najbliższym czasie pojawi się tam pojemnik.


Jedziemy, jedziemy. Nie ma opier… się.


Nadaje się na opał?


Ciekawa miejscówka.


Będzie czym upchać spiżarnię.

Tomkowi kilometraż wystarczył, no bo przecież jest poza sezon, a ja dalej wróciłem do domu i skończyłem z dość przyzwoitym rezultatem. Ważne, że już tak nie majta tylnym kołem. Opona na razie jest przejściowa (stara się rozerwała), ale jutro zamontowana zostanie moja ukochana Kenda 🙂

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.