Pogoda bardzo, ale to bardzo się poprawiła. Nie było więc szans, aby ten dzień zmarnować siedząc w domu i wybraliśmy się z Gosią na konkretniejszą wycieczkę. Chciałem przetestować drogę ze Słońska w stronę Ośna Lubuskiego, a dalej na zasadzie „się zobaczy”.

Słońce przywitało nas z samego rana, temperatura na plusie, a na polach całe stada saren. Nic tylko korzystać i to w takim fantastycznym towarzyszem w postaci rowerowej przyjaciółki rzecz jasna 🙂 Standardowo drogę wybraliśmy trochę na około, ale mi nigdy na to nie narzekamy.


Niektórzy zimę spędzają konkretnie.


Gosiak próbuję uchwycić na zdjęciu sarny. Dobrze, że nie były fotografowane wszystkie stada, bo do dzisiaj byśmy nie dojechali do Słońska.


Coś ciekawszego przykuło uwagę, niż zwierzęta na polach?

Nieopodal wsi Chartów naszą uwagę przykuł pomnik niedaleko drogi. Lubimy takie atrakcje, więc od razu zboczyliśmy z asfaltu. Okazało się, że jest to miejsce, kiedy to pod koniec listopada 1944 roku wylądowała grupa zwiadowców spadochronowych Armii Krajowej. Grupa sześciu żołnierzy perfekcyjnie posługiwała się językiem niemieckim i prowadziła akcje wywiadowcze aż do czasu wkroczenia wojsk radzieckich na te ziemie. Nigdy nie zostali zdemaskowani. Można się tylko domyślać, jak wielki wpływ mieli na losy wojny.


Głaz został odsłonięty w czterdziestą rocznicę zrzutu, w 1984 roku.

Uporządkowaliśmy też wiązanki… no dobra, Gosia je uporządkowała i pojechaliśmy dalej.

Ostatni poważniejszy przystanek mieliśmy w Ośnie Lubuskim, bo zainteresowała nas armata, po której rzecz jasna musiałem poskakać.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.