Równe trzy tygodnie Gosia nie wsiadała na rower i trzeba było to zmienić. Zwłaszcza, że na niedzielę prognozy pogody były wiosenne. Z rana może nieco chłodniej, ale potem jak przyświeciło słońce to nawet na mojej głowie wylądowała bandana, a ciepłe rękawiczki znalazły swoje miejsce w sakwie.

Dawno nie byliśmy w okolicach Skwierzyny, więc taki wariant trasy wybraliśmy. Potem dalej na Lubniewice i później się zobaczy. Gosia po nocce w pracy, długo nie kręciła nóżkami, ale tak była nakręcona na dystans – 150 km musi być… to jej słowa.

Przerwa na stacji paliw.

Jechało się bardzo fajnie, kilometry uciekały szybko. Sklepy pozamykane, bo to przecież pierwsza niedziela niehandlowa, ale udało się załapać na lody na rynku w Lubniewicach. Słońce, temperatura powyżej 15 stopni Celsjusza i lody. Takie dni zbliżają się już bardzo dużymi krokami 🙂

Drogę powrotną wydłużyliśmy przez Sulęcin i Krzeszyce, a że Gosia tak dobrze się trzymała i chciała jeszcze i jeszcze i jeszcze to dalej dorzuciliśmy kilometry przez Witnicę. Tam przy kościele spotkaliśmy pana, który podarował nam książkę i katalog o tamtejszym kościele. Super sprawa.

Ostatnie kilometry już w ciemnościach i dzień spędzony fajnie. Mam nadzieję, że Gosiak ma podobne odczucia.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.