Przez ostatnie dni bardzo dokucza wiatr, który zawiewa od Rosji i jest bardzo, ale to bardzo zimny i dość silny. Gdy temperatura wydaje się plusowa, to odczuwalna jest nawet w granicach -8 stopni Celsjusza. Trzeba więc było oszukać naturę i trochę pokombinować.

Pomysł był taki, aby wykorzystać warunki i pojechać w kierunku Witnicy, a nawet i dalej. Potem już lasem przebijać się w stronę Gorzowa Wlkp. dzięki czemu unikniemy silnych podmuchów. Plan nakreślony i tak też go realizowaliśmy. Wykorzystaliśmy trochę dróg leśnych, którymi lubię jeździć, ale przez te wielkie, zmarźnięte koleiny to jazda wcale nie staje się przyjemna, ale nawet i trochę niebezpieczna, bo łatwo można zaliczyć kontakt z podłożem… prawda??

Nasze dalej od Witnicy zakończyło się w Mosinie. Tego samego dnia, jak odwiedziliśmy wioskę odbywała się też uroczystość rocznicowa upamiętniająca amerykańskich pilotów bombowca B-17, którzy zginęli na tamtych terenach w 1945 roku. Przy obeliksie złożone zostały kwiaty, a potem dalsza część imprezy przeniosła się do sali wiejskiej.

Później czekały nas leśne dukty, kilometry uciekały, a my walczyliśmy z podjazdami i wspomnianymi wcześniej koleinami. Zaprowadziłem też Gosię na „Siedem zakrętów”, bo nigdy nie mięliśmy okazję tam razem być, ale się okazało, że miejsce jest jej znane… dziwne, że pamięta 😉 Szkoda, że przez rozjechaną drogę to nie da się tam już tak fajnie rozpędzić… eeech…

Jeden z ostatnich podjazdów, potem już tylko zjazd.

Żwawo poszło.

Nie wiem, czy to wiatr zelżał, czy już my tak byliśmy nakręceni, że przestał na przeszkadzać, ale postanowiliśmy jeszcze nieco dorzucić kilometrów i już przy sztucznym świetle wrócić do domu.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.