W zeszłym roku pierwszy raz wybrałem się na Rajd Noworoczny do Górzysk, który organizowany jest przy współpracy klubów z Drezdenka i Krzyża Wielkopolskiego. Nie wiem, jak tam Gosia, ale pewnie ma o wiele większe doświadczenie w składaniu noworocznych życzeń. Wyszła więc z propozycją, aby w tym roku także tam zawitać.

Pospać rano się nie da, bo postanowiliśmy do Drezdenka dojechać na kołach, więc wyjazd w granicach 6 i to spod garażu Gosiaka! Na szczęście pogoda sprzyjała i nie było większych problemów ze wstaniem i samą jazdą. Jechał się na tyle dobrze, że jeszcze mieliśmy trochę czasu, aby zatrzymać się na Orlenie, gdzie niespodziewanie dołączyła do nas grupa Dynamo z Krzyża. Chwilę później zameldowali się także miejscowi z Jednośladu.

Zwartą kolumną jedziemy w kierunku Górzysk, a za dużo kilometrów tam nie ma. Na miejscu jest coś ciepłego, kiełbaski, ale nie najbardziej zaintrygowała kutia przygotowana przez Grażynę. Ona stała się atrakcją spotkania… no może poza rozpadającymi się łyżeczkami w ciepłej herbacie ;p

Leśny wychodek.

Sam król Bolesław Chrobry nie powstydziłby się takiej chatki.

Wspólnie zdjęcie musi być.

Trochę posiedzieliśmy i pora ruszać do domu. W zasadzie grupy się trochę porozdzielały, ale my wybraliśmy kierunek Strzelce Krajeńskie. Nie chcieliśmy powielać porannej trasy, a godzina jeszcze młoda to trochę kilometrów można dorzucić. W drodze powrotnej przez jakiś czas towarzyszył nam Marek z Rafałem, więc był czas na spokojniejszą rozmowę. Rozstaliśmy się przy podjeździe na Gardzko za Starym Kurowem i już byłem skazany na towarzystwo Gosi, a ono jest najlepsze.

Dzień minął bardzo szybko i fajnie, że pogoda dopisała. Ostatnie dni były bardzo deszczowe i gdzieś tam w głowie siedziały słabe prognozy pogody. Na szczęście prognozy były tylko prognozami.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.