Jak kręcę się w okolicy Santoczna, Rybakowa to nurtuje mnie drogowskaz prowadzący do Leśniczówki Przyłęsko. No może nie sam drogowskaz, ale wspomniana leśniczówka. Nigdy do niej nie dotarłem, więc namówiłem Gosię, aby tym razem spróbować tam pojechać. Dzisiejszy dzień obfitował w nieznane ścieżki po tamtej stronie Barlinecko – Gorzowskiego Parku Krajobrazowego, więc akceptacja pojawiła się bardzo szybko.

Największym zaskoczeniem było dla mnie to, że do leśniczówki prowadzi szlak rowerowy. W zasadzie ciągnie się dalej ale na tyle mam świetną orientację w terenie, że wiedziałem dokąd mniej więcej nas zaprowadzi. Zanim jednak nim będziemy jechać to poruszmy kwestię samego Przyłęska. Wyobrażałem sobie drewnianą, wiekową chatkę, która została odremontowana i z daleka będę się zachwycał. Prawda jest taka, że jest to ośrodek wypoczynkowy. Trochę domków, niczym się nie wyróżniających. Miejsce jest świetne, bo w środku lasu i dla spokojnego spędzana czasu jak najbardziej godne polecenia. Wizualnie się niczym nie wyróżnia od innych miejsc tego typu, więc nawet się nie zatrzymywaliśmy. Bardziej zainteresowało nas jezioro przy którym przycupnęliśmy.

Jezioro Przyłęg.

Trochę zmarznięta woda.

Wróćmy do wspomnianego szlaku rowerowego. Prowadzi w kierunku Wilanowa, ale nie przepadam za tamtejszym brukiem, więc trochę pokombinowaliśmy z drogami pożarowymi, nieoznaczony ścieżkami i tak wylądowaliśmy w Puszczykowie. Gdzieś tam kryje się trochę domków, a kawałek dalej docieramy do żółtego szlaku rowerowego i pojawia się drogowskaz Danków… idealnie 🙂

Może jest trochę mroźno, ale słońce wszystko to wyrównuje. Przypominają mi się lata, kiedy to za oknem było z -5 stopni, a niebo bezchmurne i świeciło słońce… ech… rozmarzyłem się. Przez część dnia właśnie podobną pogodę mięliśmy.

Jakoś nigdy nie miałem okazji poruszać się po tamtych lasach, jedynie znany był mi bruk Santoczno – Wilanów – Wielesławice. Tutaj odkrywamy (bo niewątpliwe jest to przełomowe odkrycie) szlak rowerowy Danków – Strzelce Krajeńskie i to po bardzo przyjemniej, szutrowej drodze.

Mijamy także atrakcję w postaci ruin Dolnego Młyna. Znajduje się tam wiata, ale że są tam ruiny to dopiero dowiedziałem się patrząc na mapę. Brakuje tam tablicy z opisem tego miejsca. Warto się tam wybrać, zatrzymać. Jak tylko pojawi się więcej zieleni to ponownie będę namawiał Gosię, aby tam się wybrać.

Rzeczka Pełcz. To tutaj znajdował się kiedyś młyn.

Po paru kilometrach docieramy do Dankowa. Chcemy więcej lasów to może w kierunku Niesporowic, Sarnika? Tutaj niestety prowadzę nie tą drogą pożarową i robimy sobie kółko z powrotem wracając na drogę wojewódzką. Wybieramy kierunek Barlinek i postój na niemal już naszym Orlenie. Potem z powrotem do Dankowa, bo trochę dalszą jazdę w tamtym kierunku psuje wiatr.

Gosia w głowie ma moje niepowodzenie prowadzenia nas przez las, więc przejmuje stery i korzystamy trochę ze szlaku nordic walking, potem już wybranych ścieżek i tak dojeżdżamy leśnymi duktami do Lip. No a potem już prosto do Gorzowa. Prosto na nas oczywisty sposób 😉

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.