Prognozy pogody nie były optymistyczne, ale mimo to postanowiliśmy wybrać się do Wielenia. Odbywała się tam jubileuszowa XV edycja Michałków. No bo Michałki to nie tylko cukierki, które niektórzy wręcz ubóstwiają (prawda?), ale także najstarszy maraton w województwie wielkopolskim. Tym razem byliśmy tylko widzami.

Żeby zdążyć na start naszych znajomych to wybraliśmy wariant dotarcia do Krzyża Wielkopolskiego pociągiem. Remonty, utrudnienia, więc najpierw rowerami do Santoka, a tam dopiero możemy wsiąść do szynobusu. Po wysiadce czeka nas jakieś 15 km do Wielenia. Tak więc na start spokojnie zdążymy.

Zaskoczyła mnie obecność pana redaktora Kurka. W sumie to raczej chyba nie powinna, bo to wielkopolska, a gdzie są tam wyścigi to jest przeolbrzymia wiedza pana redaktora Kurka.

Dziwnie się patrzy na wyścigi z boku. Dawno już nie występowałem w tej roli, bo albo startuję, albo po prostu zawodów unikam. Jedynie mogę popatrzeć na zawody przełajowe, bo do tej formy kolarstwa jakoś mnie nie ciągnie. Nie licząc już profesjonalnych zawodów, gdzie mnie nie chcą :p

Nie będę już pisał, jakie tuzy amatorskiego ścigania pojawiły się w Wieleniu. Najpierw odbył się start dystansów Mega i Giga, a pół godziny później Mini. Ja pozostawałem na trybunach. Udało się też spotkać znajome twarze.

Bartek „ZielonyF16” – zapraszam na YouTube… warto

Start!

Poszli…

… a gdzieś w tym tłumie Iwona.

Oczekiwanie na start Mini.

Mini Opuszcza stadion i zacznie się ogień.

Jest i Grażyna, która do ścigania miała najlepsze podejście, tzw. „czysta głowa”.

Było bardzo wietrznie i niezbyt ciepło, a nas czekał powrót do domu. Niestety niemal cały czas bez sprzyjających podmuchów. Najpierw przerwa na Orlenie, a potem urywaliśmy kilometry w kierunku domu. Nawet jak na tak trudne warunki to jechało się całkiem nieźle.

Szkoda, że czas nie pozwolił, aby zostać na dekorację, bo ta niestety z racji długich dystansów dopiero o godzinie 17.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.