Rok temu widząc, że Krzeszyce zorganizują jedną z rund Zachodniej Ligi MTB spodziewałem się głównie tam piachu i szybkich szutrowych odcinków. Totalnie byłem zaskoczony, gdy wystartowałem w zawodach. Z krzeszyckich lasów wyciągnięto chyba wszystko, co tylko można było, a piachów było jak na lekarstwo. Za to przygotowano inne atrakcje, które wywołały szok u niejednej osoby, która znała te okolice.

Druga edycja ścigania w Krzeszycach zbliża się wielkimi krokami, bo już w najbliższą niedzielę. Postanowiłem przyjrzeć się tegorocznej trasie nieco bliżej. Jeżeli ktoś dotychczas żył w podobnej świadomości, co ja, że wszystko już zostało pokazane… to niech szykuje się na duże zaskoczenie… bardzo duże zaskoczenie 😀

Początek trasy jest bardzo szybki. Dostajemy szeroki szuter, trochę asfaltu i drogi leśnej, a po dosłownie paru kilometrach pierwsza selekcja. Ostry podjazd, gdzie niejedna osoba będzie prowadzić rower. Kto nie będzie znał trasy to może się nieźle zdziwić. Dlatego na samym początku warto uciec do przodu, aby uniknąć tam zakorkowania, bo te będzie na 100%.

Asfalt zobaczymy na początku i to przez krótki czas.

Pierwszy, sztywny podjazd.

Potem czeka nas trochę dzikich ścieżek i singli. Mogą trochę wymęczyć, ale nagrodą będzie powrót na szeroką drogę szutrową, którą będziemy mogli się nacieszyć przez ponad 4 kilometry. Początek ścigania może trochę zaskoczyć, ale potem wcale nie jest lepiej. Prosta droga pozwoli nam nieco odpocząć, ale potem wracamy do wyboistych leśnych ścieżek.

Będzie jeszcze jeden strony podjazd i to dosyć długi.

Trasa jest lekko pofałdowana, więc miejsca na odpoczynek jest bardzo mało.

Na razie o szutrach możemy zapomnieć, głównie odcinki leśne, trochę singli, ale też czekają nas ładne widoki w postaci rzeki Postomii, którą niejednokrotnie ujrzymy. Pojawi się też fragment trasy wzdłuż wspomnianej rzeki, którą jechaliśmy rok temu. Bardzo charakterystyczny, ale dosyć wymagający technicznie.

Single techniczne znane z ubiegłego roku.

Widok z góry na Postomię.

Jeżeli ktoś pomyśli, że najgorsze za nim to może się zdziwić (po raz kolejny). Pod koniec pętli czeka nas trochę singli (a to nowość!) i w zasadzie jedyny podjazd, gdzie chyba wszyscy będą podprowadzać rower. Gdzie dwa poprzednie da się podjechać to nie wiem, czy ktoś jest w stanie pokonać ten. W ubiegłym roku były dwa takie podbiegi, teraz pozostał jeden.

Serce mocniej zabiło po kolejnej sekcji singli, gdzie mamy króciutki, ale dosyć piaszczysty, rozjechany podjazd do kolejnej sekcji singlowej. Tutaj koło straciło przyczepność i mało co, a zaliczyłbym wywrotkę. Nie wiem, czy to zostanie do wyścigu, ale jeżeli tak to mogą tam się dziać cuda i warto uważać.

Bardzo nieprzyjemny podjazd i nie mam pomysł jak go pokonać bez zsiadania 🙄

Takie rowy to tylko kojarzą mi się z Łupowem. Kto tam startował to wie, o co chodzi 😉

Jest też odcinek przez teren prywatny, ale jest zgoda właściciela. Problemem jest wjazd, bo mamy niemałą betonową przeszkodę i jak zawodnicy będą się pchali (a takich nie brakuje, mimo braku umiejętności) to może się to różnie skończyć. Nie ma co tutaj szaleć, bo ten fragment jest trochę nieprzyjemny, bardzo wyboisty, trochę porośnięty. Chyba, że zostanie nieco wysprzątany do startu zawodów.

Potem czeka już nas przyjemniejsza część trasy, bo wracamy pomału w kierunku zabudowań Krezszyc, więc jest i lepszej jakości szuter, ale też fragment piaszczysty. Organizatorzy nie poszli na łatwiznę i zamiast szybkiego, prostego fragmentu końcowego to jeszcze przygotowali nam odbicie w bok, ale do mety mamy już zjazd, więc będą padały na kresce rekordy prędkości.

Trasa ciekawa i ciągle nie mogę wyjść z podziwu, że takie fragmenty można wyciągnąć z tych lasów. Mi jedynie brakuje przejazdu przez rzekę, która dla mnie było nie lada radością w zeszłym roku. Zniknęły też ostre zjazdy. Ich nie mamy wcale. Jedna pętla liczy około 25 km, a na dystansie mega do pokonania będą dwie.

Podsumowując – będzie co robić i nikt nie powinien się tam nudzić 🙂

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.