Zrodził się pomysł, aby odwiedzić Witnicę i przejechać tamtejsze szlaki nordic walking, które łączą się tworząc kształt anioła. Swoją drogą to właśnie tam udawała się nieco ponad trzy lata temu Gosia, gdy natknęła się na dwóch rowerzystów. Nigdy nie miałem okazji na poważnie zagłębiać się w tamte lasy. Może czas to nadrobić?

Po drodze natknęliśmy się na kilka krótkotrwałych opadów deszczu. Chyba te chmury goniły tylko nas. Na szczęście było na tyle ciepło, że wszystko szybko wysychało.

W Białczu przy gnieździe bocianów ustawiono fajną ozdobę, która właśnie do nich nawiązuje. Niestety gniazdo jest puste i boćki, które trzy lata temu ochrzczone zostały przez mieszkańców Klara i Klekot nie wróciły. Kamera jest, transmisji w necie brak. Z czego słynął Białcz na Polskę… niestety już nie ma. Zobaczymy co przyniesie przyszłość.

Nie jest wielkim problemem odnaleźć początki szlaków, wystarczy udać się w stronę hotelu Leśne Ustronie. Tam wszystko ma swój początek i koniec.

Wcześniej opowiadałem o przelotnych deszczach. Pewne jest, że ominęły one Witnicę, bo natknęliśmy się na piach, dużą ilość piachu. Częściowo udało nam się przejechać parę szlaków, ale plany musieliśmy zmienić i wrócić na bardziej konkretniejszą drogę, bo zastała by nas tam noc. Pewne jest, że tam wrócimy i anioł naszkicowany zostanie w całości. Na prawdę warto, bo widoki jest bardzo ładne.

Motyle palacze?

Będzie zdjęcie do albumu 🙂

Droga powrotna już bez jakiś wielkich manewrów, bo trochę później jak na nasze standardy wyjechaliśmy i też trzeba było na konkretną godzinę wrócić. Udało się to idealnie.

Na sam koniec koniki. Zawsze na topie.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.