Pogoda rewelacyjna, więc nie było opcji, aby siedzieć w domu. Dzisiejszy dzień nieco inny, ponieważ dosiadłem pożyczony rower. Staruszek wylądował u Gosi w garażu, a ja resztę wycieczki spędziłem na Giancie. Robię za małego testera, małe przygotowania do czegoś większego. Takie to mamy zabawy.

Wyjazd popołudniowy i celem był ponownie Jezioro Staw Goszczanowski, ale od drugiej strony. Za Starym Polichnem wpadamy w Puszczę Notecką i ponownie korzystamy ze szlaków rowerowych i dróg pożarowych. Oczywiście, jak to my. Szukając żółtego szlaku rowerowego, lądujemy na niebieskim i tak standardowo wpada nieco więcej kilometrów. Takie sytuacje już nas całkowicie nie dziwią.


Wzdłuż jeziora.

Znaleźliśmy ścieżkę wzdłuż jeziora. Nieco wymagającą, tak samo jak sama puszcza. Do tego dochodzi wysoka temperatura, więc relaks zaliczyliśmy na napotkanej ławeczce. My obserwowaliśmy ludzi po drugiej stronie wody, a oni zapewne nas. Tak sobie posiedzieliśmy w chłodnym miejscu i po jakimś czasie trzeba było wracać do domu.


Jezioro Staw Goszczanowski.


Wędkarski kijek.


Ktoś tutaj małpuje pozycje ;p

Powrót już asfaltem z małym skrótem przez Nowe Polichno. W Lipkach Wielkich mija nas pewien przepocony na maska rowerzysta z klapeczkami na nogach, który ciśnie na maksa. Tak mocno, że aż wszystko chrzęszczy. Trochę się z nim pobawiliśmy, ale później skręcił w boczną uliczkę.

Powrót poszedł nam bardzo sprawnie, więc jeszcze w Santoku mieliśmy czas na inteligentne konwersacje pod wiatą. Potem pożegnanie niedaleko Parku Górczyńskiego i każdy w swoją stronę. Giant wylądował u mnie w garażu. Taka zamiana.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.