Ostatni dzień naszego pielgrzymowania. Pobudka wyznaczona na wcześnie rano, bo i trzeba było zdążyć na czas do Częstochowy. Akurat w tym roku odbywała się tam X Jubileuszowa Ogólnopolska Pielgrzymka Rowerowa. Każdy z nas otrzymał specjalne koszulki, aby wyróżniać się w tłumie. Po śniadaniu można ruszać w drogę.

Pogoda z rana znów nie rozpieszczała i kurtka była wskazana. Na szczęście z godziny na godzinę robiło się coraz cieplej i gdy na jednym z postojów zakładaliśmy pielgrzymkowe koszulki było już dość ciepło. Pamiątkowe zdjęcia, podziękowania, bo Częstochowa tuż za rogiem.


Każdy z nas w charakterystycznej, białej koszulce.


Pamiątkowe zdjęcie naszej grupy. Tej najlepszej oczywiście.

Bardzo sprawnie dotarliśmy do miasta i w asyście policji przebiliśmy się przez korki do Bazyliki Archikatedralnej pw. Świętej Rodziny. Nazwa idealnie pasująca do naszej pielgrzymki. Tam spotkaliśmy się z innymi rowerzystami. Było ich dość sporo z różnych części Polski. Przewodnik każdej wygłosił parę słów od siebie, a my z Gosiakiem, jak to my. W tym czasie zwiedzaliśmy wnętrze świątyni i śmialiśmy się z drzemiących osób.


Taki stworzył się rowerowy parking.


Co tam Gosia wypatrzyła w obiektywie?


Bazylika Archikatedralna pw. Świętej Rodziny w Częstochowie.


Grobowiec biskupów częstochowskich.

Wszyscy rowerzyści zebrali się na placu przed bazyliką i w zwartej grupie ruszyliśmy na Jasną Górę. Pomyślcie sobie, jak to w jednym momencie rusza około tysiąca rowerzystów. Musi to robić wrażenie.
Pogoda także znacznie się poprawiła. Strasznie gorąco, a my tak lubimy.


Za chwilę ruszamy. Ważny by trzymać się blisko swoich.


Kierunek błonia jasnogórskie.


Coś się wyłania…


Ktoś nie za bardzo chce być w kadrze.

Pod koniec jazdy czekał nas podjazd. Nie każdy potrafił sobie z nim poradzić. Wiadomo, jak wygląda jazda w grupie. Wystarczy przyblokowanie, co niweczy cały plan. W moim przypadku tak się zdarzyło i zacząłem tak majtać biegami, że aż spadł łańcuch. Super. Pozostało podprowadzić rower, a potem główkowanie, jak założyć łańcuch i się nie ubrudzić. Przecież mam na sobie białą koszulkę.


Szczęśliwie dotarliśmy na Jasną Górę. Czas na regenerację.

Chwila czasu na odsapnięcie, bo msza zaczynała się o godzinie 13. My tam nie potrzebujemy łapać oddechu i od razu ruszyliśmy na zwiedzanie Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej.


Boczną bramą na teren sanktuarium.


Wieża bazyliki. Nie udało się tam wejść, kolejka była zbyt długa.


No tak… ech…

Przygotowano kilka okresowych wystaw i nie było możliwości, aby ich nie obejrzeć. Głównie dotyczyły religijnych spraw. Przy okazji natrafiliśmy na rodzinę z przewodnikiem to można było co nieco posłuchać. Mnie bardziej interesowały rzeczy związane z oblężeniem Jasnej Góry. Takie można było znaleźć w muzeum. Szkoda tych zakazów, ale od czego ma się taką czarnowłosą dziewczynę. Ja robiłem za przeszkadzajkę, a Gosia sprawnie operowała aparatem. Trzeba było jednak uważać, bo siedzieli tam doświadczeni kustosze, którzy nie musieli patrzeć, a wypowiadali groźne słowa
drogi panie, tutaj nie można robić zdjęć. Trudno, najwyżej noc spędzimy w areszcie.


Przy wejściu do muzeum.


Uniform husarza.

Nasz duet jest tak sprawny, że wyegzekwowaliśmy sobie więcej czasu na zwiedzanie. Potem byłby tylko żal, że nie zobaczyliśmy tego, czy tamtego. Z Częstochowy nie możemy wyjechać z niedosytem. Nie wszędzie udało się zrobić zdjęcia. Chociażby w miejscu, gdzie oboje staliśmy z rozdziawionymi ustami. Natrafiliśmy na przepiękną makietę oblężenia Jasnej Góry. Fantastycznie wyglądała i można sobie poszukać w necie krakowskiego artystę Romana Woźniaka, który przez rok tworzył wspomnianą makietę.


Ołtarz w bazylice.

Naoglądaliśmy się za wszystkie czasy, ale trzeba było już wracać na błonia. Na pozostałe rzeczy przyjdzie czas kiedy indziej, może za rok.


Główne wejście do sanktuarium.


Pomnik poświęcony kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu.


Błonia jasnogórskie.


Błonia jasnogórskie.


Ołtarz. Właśnie trwa nabożeństwo.

Po mszy udaliśmy się na parking, bo trzeba było przygotować rowery do transportu. Ja tam naszego sprzętu nie pozwolę nikomu innemu dotykać i bardzo martwił mnie ich transport w busie. Gosia zajęła bardzo dobre miejsce w autobusie i jeszcze mieliśmy chwilę, aby pohasać po mieście. Trzeba zrobić zapasy na powrót, bo kilka godzin spędzimy w autobusie. W międzyczasie musiałem odszukać drugą Gosię, której zależało na zobaczeniu obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Musiała oderwać się od grupy, wszystko na szybko i potem trzeba było gnać na miejsce zbiórki.


Tak się skończyło zwiedzanie Częstochowy.

W poprzednich latach zazwyczaj było tak, że nocowano w Częstochowie, a tym razem o 16:30 wyjeżdżaliśmy. Wszytko za sprawą Pielgrzymki Rodziny (!) (ja bym to nazwał Fanów) Radia Maryja. Nie dziwię się, że każdy jak najszybciej chciał stamtąd uciec.


Zawsze był ten prestiż, jak siedziało się na samym końcu.

Około godziny pierwszej w nocy meldujemy się w Rzepinie. Od samego początku planowaliśmy powrót rowerami. Nieco się tego obawiałem, bo nie za bardzo lubię jeździć w ciemności po terenach nieznanych. Los jednak czuwa i podczas rozmowy z proboszczem okazuje się, że nasze rowery wylądowały nie w tym busie, co powinny. Aktualnie znajdują się w okolicy Nowej Soli i będą dopiero rano. Słucham? Jakby było tego mało to jeszcze doszedł stres z pedałami (chodzi o te przy rowerze), bo ktoś nie potrafi ich przypilnować!

Oczywiście nikt nas na bruku nie zostawi i Gosia (ta druga) oferuje nocleg, ale diakon Wojtek stanowczo mówi, że tą noc spędzimy na plebanii. Noc w łóżeczku, tego brakowało. Dla nas ta pielgrzymka jeszcze się nie skończyła.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.