W zeszłym roku oglądając Szajbajka dowiedziałem się, że istnieje wyścig po wschodniej części Polski zwany Piękny Wschód. Jak tam jest rywalizacja to musi być pewnie i po stronie zachodniej. Tak też natrafiłem na Piękny Zachód. Zmartwiły mnie jednak dystanse: 501, 1001 i 1901 km. To dystanse nie dla mnie i tak zakończył się mój wyścig po zachodzie. Po pewnym czasie postanowiłem jeszcze raz zajrzeć na stronę, a tam niespodzianka… Mały Piękny Zachód. Organizatorzy przygotowali trasę szosową 100 km i do tego MTB – 35 km. Ta druga opcja to w sam raz dla mnie 😉

Miejsce startu – Świebodzin. Najłatwiejsza opcja dostania się to pociąg z rana do Międzyrzecza i spokojnie zobaczyć pomnik Jezusa. Start przewidziany został na 10, więc czasu jest bardzo, ale to bardzo dużo. Gdy wstałem to niebo było zachmurzone, a na horyzoncie słychać było burzę. Na szczęście temperatura w granicach 20 stopni, więc nie jest źle. Jak to mówią, burza przejdzie bokiem… może i bokiem przeszła, ale opadów deszczu nie uniknąłem. W Brójcach zaczęło padać, więc pierwszy postój pod drzewem przy kościele. Gdy się nieco uspokoiło to ruszyłem dalej, ale przyszła poprawka i już o wiele dłuższy postój zaliczyłem w Myszęcinie na przystanku. Tam też musiała przyjechać straż, bo kanalizacja nie była wstanie odprowadzać wodę i zaczęło zalewać ludziom domy. Zrobiło się trochę chaotycznie.

Wspomniałem wcześniej, że czasu do startu było bardzo dużo, więc zaplanowałem sobie drogę nieco naokoło i też częściowo po krajówce. Może ruchu wielkiego nie było, ale nieprzyjemnie się tam jeździ, gdy jeszcze pada. Deszcz zaatakował mnie ponownie z jakieś 8 km od Świebodzina i wymusił najdłuższą przerwę na jakieś nieczynnej stacji paliw. Byle mieć dach nad głową 😉

Gdy opady już nieco zelżały to ruszyłem do miejsca docelowego i już po paru kilometrach na horyzoncie pojawił się duuuży Jezus. Nie planowałem się mu przypatrywać z bliska, bo mnie bardziej interesował stadion miejscowej Pogoni. Biuro zawodów namierzone szybko i już spokojnie mogłem czekać do startu.

To będzie wyścigowy sprawdzian dla Almy.

Organizatorzy poinformowali, że zawody mają charakter zabawy. Nie będzie żadnej klasyfikacji wiekowej, itp. Będziemy puszczani pojedynczo co 30 sekund. W międzyczasie do startu przygotowywały się osoby, które wybrały wariant szosowy. Ja tam postanowiłem nieco pokręcić się po mieście. Pomysł może i dobry, gdyby nie to, że gdzieś władowałem się w szkło. Słyszę syczenie w przednim kole no i trzeba zmienić dętkę, bo tak to mi powietrze zejdzie i tyle będzie ścigania. Do startu pozostało 40 minut, więc totalny spokój. Moją malutką pompeczką to namachałbym się tam do jutra, ale na szczęście uratowali mnie inni rowerzyści, którzy mieli na stanie pompkę stacjonarną. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że spędzimy ze sobą więcej czasu 😉

Osób dużo nie było i gdy tylko wszyscy szosowcy pojechali na trasę to organizatorzy postanowili nie czekać dłużej tylko wypuścić nas do lasu. Miało być pojedynczo, a padło po trzy osoby, w końcówce nawet po pięć. Mi tam wszystko jedno. Ląduję w ostatniej grupie ze wspomnianym wcześniej rowerzystą, który poratował mnie pompką. Tak z Mateuszem niemal razem przejechaliśmy całą trasę.

Organizatorzy oznaczyli ją niestety bardzo słabo i dobrze, że w domu zgrałem ślad, to było wiadomo jak jechać. Gorzej jednak było, gdy ślady się na siebie nakrywały, bo wtedy nawigacja chciała już jechać do mety. Tak na tych 35 kilometrach, chyba z 8 razy byliśmy już na mecie 🙂 Innym problemem było to, że pękła mi trytytka od nawigacji i uchwyt trzymał się tylko na jednej. Tak więc na zjazdach nieco musiałem uważać, aby ją nie stracić. Na domiar złego było bardzo dużo bruku, a to wcale mi nie pomagało. W pewnym momencie pomyliliśmy też trasę, gdzie dorzuciliśmy sobie dodatkowy podjazd. Spotkaliśmy też miejscowych, którzy startowali wcześniej i jakoś nas wyprowadzili, ale w domu dopiero zobaczyłem, że też nieco naokoło. Trochę kilometrów sobie dorzuciliśmy. Ciężko było ogarnąć, jak jechać.

Trasa nie była jakaś wymagająca. W zasadzie jeden podjazd, gdzie trzeba było zejść z blatu, a tak to bruk, kałuże, bruk, błoto, kałuże, itd. Jechało mi się bardzo dobrze, tak samo się bawiłem. Gdyby tylko nie te oznaczenia.

Na mecie Pan Prowadzący patrząc na mnie powiedział, że nie jestem nawet zmęczony. Bardziej to uśmiechnięty i chętnie zrobiłbym jeszcze jedno kółko. Wyścig na prawdę stał się fajną zabawą. Był podczas jazdy nawet czas na rozmowy. Z Mateuszem takie sobie tempo narzuciliśmy, że nawet nie wiem, kiedy uciekło te 35 km.

Trochę się ubrudził. Egzamin zdany celująco

Medal i certyfikat na pamiątkę.

Postanowiłem wracać do domu już na kołach, to jakieś 75 km, a że wyścig skończyliśmy gdzieś około 12, to nie było co tam dłużej siedzieć. Niestety rower tak się ubrudził, że całą drogę powrotną musiałem słuchać jego śpiewu, wyjącego śpiewu 😕

Mój powrót częściowo pokrywał się z trasą wyścigu szosowego. Tak więc spotkałem tam sporo zawodników i parkę damsko-męską z którą zamieniłem kilka słów. 100 km i im do mety pozostawało coś w granicach 20 km, akurat robili sobie przerwę. Organizator w wyznaczonych miejscach pozostawiał coś do jedzenia i nawet mi udało się załapać na co nieco, właśnie od wspomnianej pary. Najlepszy był tekst, gdy koleżanka usłyszała, że do Gorzowa wracam na kołach. Ze względu na wszech obecną cenzurę nie mogę tego zacytować, ale pozdrawiam bardzo serdecznie 😉

PT-76 – pomnik w Lubrzy.

Kierunek Pieski.

Myślałem, że droga powrotna będzie trudniejsza, ale jechało mi się bardzo przyjemnie. Tak też ją zaplanowałem, aby do domu jechać inaczej, a nie wylądować znowu w Międzyrzeczo. Poważniejszy przystanek zaliczyłem w Starym Dworku, na szlaku rowerowym. Był to ostatni postój przed domem.

Motylek na zakończenie.

Tak jeszcze podsumowując. Alma pierwszy raz testowana była w warunkach wyścigowych i sprawdziła się wyśmienicie. Negatywne opinie słyszałem na temat opon, które posiadam i kontakt z szkłem przegrany. Na razie jestem mega zadowolony, a co będzie później… gdzieś tam plany przyszłościowe są… na razie to myjnia jest priorytetem.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.