Gosia wybrała się na nockę do pracy rowerem, a rano musiała przecież wrócić do domu. Ja natomiast zmierzałem do pracy. Tak więc się zgadaliśmy i udało się coś tam pokręcić. Musiałem znacznie wcześniej wstać, ale było warto. Wyjazd o 6:15.

Zmierzałem w kierunku Baczyny. Przez las, pod górkę, temperatura ledwo 7°C. Gosia natomiast odwrotnie. Podziwiając wschód słońca, otwarta przestrzeń, ale też nieco pod górkę. Spotkaliśmy się kawałek za Racławiem. Wymiana fantów, bo każdy przygotował łakocie na drogę i przez Chróścik, bocznymi drogami dotarliśmy do Gorzowa i nieopodal Pałacyku Ślubów się rozstaliśmy. Wszystko wycyrklowane idealnie, bo w pracy zameldowałem się mniej więcej o tej samej porze, co zawsze.


Wschód słońca.


Rozpromieniona twarz.

Dorzuciłem jeszcze do tego wpisu kilometry powrotne z pracy, a do domu mam niecałe 10 km. Oczywiście to już w samotności. Ogólnie to na bloga nie wrzucam przejechanych kilometrów do pracy, czy tam innych tego typu pierdół. Jedynie wpisy pojawiać się będą, gdy wydarzy się coś ciekawego, a to pewnie powiązane będzie z Gosiakiem 😉

Taka krótka, bardzo wczesna wycieczka. Mam nadzieję, że jeszcze niejednokrotnie się powtórzy!

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.