Już z rana dostałem SMS-a, że mogę pospać nieco dłużej, bo Gosiak nie wyrobi się czasowo. Z jednej strony fajniej, bo pod kołdrą można zostać na dłużej, ale z drugiej grymas, bo oznacza to krótsze kręcenie. Ostatecznie wyruszam i po paru kilometrach telefon, że miejsce spotkania nieaktualne i wyznaczone zostało nowe. Dojeżdżam na miejsce i słyszę, że Gosia jest od godziny gotowa. Jak tutaj nie oszaleć? Osiwieć? Melissssssa!

Ogarnięci z nowym planem ruszamy w kierunku Santoka. Potem poszukiwanie otwartego sklepu i dalej wskakujemy w puszczę. Zamysł był spokojniejszej jazdy, a tam ruch jak na S3. Grzybiarzy bardzo dużo i nie jeden nas pytał, czy gdzieś tam nie widzieliśmy zielonego Forda, czy innego blaszaka. My tylko wskazywaliśmy, którędy należy iść w stronę krzyżówki.


Gdzie jest Gosia?

Szlakami rowerowymi przedarliśmy się (czasami w tumanach kurzu) do Goszczanowa, a dalej asfaltem do Gościmia. Tam się nieco pokręciliśmy. Wjechaliśmy też w las, ale co niektórym nie spodobała się tamtejsza droga, a raczej to, że nie miałem pojęcia gdzie w ogóle jedziemy. Koniec końców wróciliśmy na asfalt i z powrotem wylądowaliśmy w Goszczanowie.


Taki traktorek. Pozostałość po dożynkach. Jeden już kiedyś prawie zepsuliśmy ;p


Trzymając się klimatów dożynkowych.

Ładniejszą stroną Gościmia były kuce i przezabawny kozioł. Trochę się z nimi pobawiliśmy.


Grupowa fotka.


Czy on widzi, gdzie w ogóle idzie?


Kozioł pozuje.


Kozioł przeżuwa.

Wjechaliśmy w okolice Stawu Goszczanowskiego, rzut na mapę i zainteresował nas zielony szlak biegnący po Rezerwacie Przyrody
Goszczanowskie Źródliska.


Wspomniany wyżej Rezerwat Przyrody.


Wiata w środku lasu.

Oczywiście, jak to bywa z nami, zielony szlak straciliśmy z oczu. Może to i lepiej, bo nie był rowerowy, a po nazwie rezerwatu można się domyślić, jakby ta jazda się zakończyła. Tak jechaliśmy w nieznane, aż ostatecznie wylądowaliśmy na drodze przeciwpożarowej.


Gosia też pobawiła się w grzybiarkę. Jednak z napotkanymi paniami nie za bardzo miała szansę konkurować.


Hejka, żeby nie powiedzieć „no cześć”.

Skacząc tak po drogach przeciwpożarowych wylądowaliśmy ostatecznie na żółtym szlaku rowerowym, który zaprowadził nas do Lipek Wielkich. Tam już asfaltem prosto do Gorzowa. W międzyczasie jeszcze przerwa, bo Unibike musi mieć ładną fotkę na tle błękitnego nieba. Zamysł może był inny, ale zdjęcie wyszło bardzo ładnie.

Pożegnanie i oczekiwanie na kolejne spotkanie 🙂


Wędkowanie nad Wartą.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.