Gosia weekend spędzała w Krzyżu na kolejnej edycji Rajdu po obu stronach Drawy, ale ja dopiero mogłem dołączyć w niedzielę. Z racji tego, że wyjazd grupy był rano to musiałem skorzystać z szynobusu. Na miejscu melduję się trochę przed czasem i szczerze powiedziawszy spodziewałem się większej ilości osób, ale spędzić czas w tak charyzmatycznej grupce to super sprawa.

To już 25 lat stacjonowania lokomotywy na dworcu w Krzyżu.

Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy był Park Grzybowy w Piłce. Tam już też można było zrzucić trochę ciuchów, bo gdy rano temperatura nie przekroczyła 10 stopni to już po 10 zrobiło się znacznie, ale to znacznie cieplej.

Cały czas Gosia, to niech tym razem będzie Grażyna 😉

W Miałach na chwilę zatrzymaliśmy się przy rzeczce, gdzie znajduje się stanica kajakowa.

Rzeka Miała.

Najciekawszą atrakcją był Rów Syzyfa. Wiąże się z tym bardzo ciekawa historia, determinacja człowieka. Dotyczy to Pawła Jechalika z Mężyka, zwanego Syzyfem z Puszczy Noteckiej, który w wieku 72 lat w ciągu 11 lat przekopał rów o długości 170 metrów, 10 metrów szerokości i 5 metrów głębokości. Niestety już nie żyje, ale Jego wyczyn znany jest bardzo dobrze i można dzieło obejrzeć z bliska.

Ciekawość.

Jezioro Białe, niby najczystsze w okolicy, tam też dłuższa przerwa. Niedziela niehandlowa, ale od czego są małe sklepiki wyposażone w lody 😉 Z miejscem tym wiąże się ciekawostka, bo w 1977 roku kardynał Karol Wojtyła spędzał tutaj urlop. Przy jeziorze postawiona jest tablica, która wspomina to wydarzenie, ale także wielki pożar z 1992 roku.

Szkoda tylko, że niektórzy ludzie nie potrafią docenić takich miejsc.

Jak już poruszona została kwestia Ojca Świętego to odwiedziliśmy także kapliczkę, która usytuowana jest nieopodal w lesie. Ówczesny kardynał Karol Wojtyła spędzał tutaj czas rok przed wyborem na papieża. Powstał też papieski szlak kajakowy.

Ponownie znaleźliśmy się przy Jeziorze Białym, a tam spotkaliśmy nadaktywnego psa, który tylko czekał kiedy można wskoczyć do wody zza patykiem, a potem już na lądzie z bliska okazać miłość właścicielkom 😉

W programie wycieczki była też wieża Bishmarcka w Wieleniu. Nie robiłem już zdjęć, bo w przeszłości miałem okazją ją już widzieć. Szkoda, że jest tak zniszczona, ale nadrabia to swoim klimatycznym miejscem. W Lubczu Małym krótki postój przy starym cmentarzu, gdzie pochowane zostały ofiary I Wojny Światowej. Miejsce niestety też bardzo zaniedbane, co nawet widać po pomniki, gdzie z orła niewiele już zostało.

W kierunku wieży.

Mało już zostało z cmentarza.

Pomnik niestety też niszczeje.

Rajd zakończył się w Krzyżu, ale to oficjalnie, bo nas czekał jeszcze powrót do domu. Pożegnaliśmy grupę i stało się już niemal tradycją, że w Drezdenku zatrzymujemy się na lody, a nie wiedząc czemu stację paliw to zaliczamy po kilka razy ;p

Na sam koniec konie w Gościmiu, które bardzo chętnie od nas podeszły.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.