Najbliższe dni zapowiadają się tragicznie, więc szkoda było zmarnować w miarę przyzwoitą sobotę. Gosia niestety mi się wykruszyła, więc musiałem znaleźć innego kompana. Niezawodny okazał się oczywiście wiatr, który hulał dzisiaj bez umiaru. Pozytywne nastawienie było, a jeździłem już w gorszych warunkach. Tak więc w drogę.

Nie miałem planu, co do trasy. Postawiłem na spontaniczność. Najpierw trzeba było dokulać się do Nowin Wielkich i dalej na wał, a tam już wiatr stał się dosłownie przyjacielem. Przyjemna jazda, kiedy dmucha w plecy. Potem się będę zastanawiać nad opcjami powrotu.


Kiedyś Lubno, Białcz, a teraz Nowiny Wielkie.

Pomoc wietrznego przyjaciela pomału stawała się zapomnieniem. Postanowiłem to nieco wydłużyć i pojechać przez Glinik. W Deszcznie to już mogłem zapomnieć o jakimkolwiek ułatwieniu i dalsza jazda była już walką. Mimo to dorzucałem sobie kilometry w kierunku Gorzowa Wielkopolskiego.


Glinik rozkopany. Trwa budowa kanalizacji.

W mieście rogal przez Manhattan. Odwiedziłem także cmentarz, więc czekał mnie podjazd pod Żwirową. Trafiłem chyba w najgorszym momencie, bo ruch tam przerażający. W pewnym momencie wolałem zjechać na chodnik i spokojniej wdrapać się na górę.


Nowy schody od ulicy Słowiańskiej prowadzące w kierunku cmentarza. Ja je pokonywałem w dół.

Potem miało być prosto do domu, ale na Wieprzycach coś mnie tknęło i jeszcze przez wioski wydłużyłem sobie drogę. Tam to już była walka z wiatrem na całego. O zgrozo!

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.