Początek dnia to było wiszenie na telefonie. Musiałem się z Gosiakem zgadać ma konkretną godzinę, a że miałem pewną sprawę do załatwienia z rana to nieco to wszystko przesuwało się w czasie. Ostatecznie godzina została wyznaczona, ale żeby nie tracić czasu to ja zmierzałem w kierunku miasta, a Gosia w moją stronę i tak się gdzieś spotkamy. Nie przewidziałem tylko jednej rzeczy. Paskudnego wiatru od zachodu i biedaczka musiała z nim walczyć. Nie zdziwił mnie telefon i zapowiedzi poddania się. Jakoś udało się Gosiaka udobruchać, ale minę miała nietęgą, gdy w końcu się spotkaliśmy. Obietnica jazdy już z wiatrem poprawiła humor. Ewentualnie były to zakupy w sklepie ;p

Swoją drogą to Gosia ma jakiś dar przewidywania. Kupiła sobie okulary z bezbarwnymi szkłami. Zakup nieplanowany, akurat napatoczył się sklep. Bardzo szybko okazały się przydatne, gdy w drodze powrotnej rozwaliłem swoje. Przypadek?


Taka rola faceta. Czekać, aż kobieta wyhasa się na zakupach.

Z domu zabrałem kilka jabłek, bo gdzieś tam w głowie pojawiła się myśl, aby odwiedzić konie w Lubiszynie. Jednak było to mało realne. Przez wiatr byłaby tam męczarnia jechać. Owoce są w plecaku, nie wadzą, przydadzą się na inny moment. Nadszedł on szybciej, niż się spodziewałem. W okolicy Czechowa zauważamy stado. Spojrzenie na siebie wystarczyło i już jesteśmy przy koniach.


Gosia podziwia konie, a one ją.


Proszę się ustawić do zdjęcia grupowego.


Konie bardzo ładne i spokojne.

Nasi przyjaciele sobie podjedli (jeden to aż nadto) i ruszamy dalej, przed siebie. Padło na Buki Zdroiskie. Ostatnio droga była nieprzejezdna, ale teraz poza uciążliwym błotem i miejscami rozjechaną nawierzchnią było w porządku. Nawet minął nas samochód osobowy. Ludzie to mają wytrwałość, aby skracać sobie drogę do domu.

Ze Zdroiska już asfaltem w kierunki Kłodawy i pożegnanie przy Stacji Rozstania.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.