Druga okazja, aby odwiedzić Sieraków i tamtejszą cukiernię. Niby miasto słynie z kremówek, które i tak dla mnie pozostaną legendą. Nie wiem, czy w ogóle istnieją 😛 Gdy dowiedziałem się, że zamówione zostało 20 sztuk, a ludzi do wykarmienia więcej, to nie była sensu się jakoś wielce nakręcać. Jednak słodkości jest tam pełno, więc i mój burczący wiecznie brzuch znajdzie coś dla siebie.

Do Krzyża Wielkopolskiego dostaliśmy się pociągiem i już na starcie niespodzianka, bo Gosia w szynobusie… czeka… w szynobusie!! Szok… Z resztą grupy wyjątkowo mieliśmy spotkać się przy Biedronce. Nie wiem, czemu w niehandlową niedzielę właśnie tam, znak protestu? Nieważne. Ważniejsze było pytanie do Gosi gdzie jest Biedronka? Odpowiedź musiała być tylko jedna – nie wiem – czyli wracamy do rzeczywistości i szybsza wizyta na dworcu to była jakieś zaburzenie rzeczywistości. Na szczęście jestem ja, który sklep potrafi zlokalizować, ale jest też grupa, która nie za bardzo wierzy w nasze umiejętności nawigowania i krzyczy już z daleko. Koniec końców Krzyż i tak jest mały, ponadto z rana wymarły, więc spotkać tam rowerzystów nie powinno być większym problemem.

Przewodnik, tudzież kierownik wyprawy wybrał drogę przez Puszczę Notecką, bardzo fajną drogę, bo jechało się przyjemnie. Nie wiem skąd to mam, ale mnie ciągnie do lasów. Lubię ten klimat, a gdy widzę szerokie, szutrowe drogi to uśmiech na twarzy sam się pojawia.

>Przerwa… na potrzeby.

Gosia w poszukiwaniu „ofiary”.

Leszek wyjątkowo ze swoim rowerem?

No i mamy „ofiarę” fotografki.

Nie mogło oczywiście zabraknąć uciekinierów do których nawet ja dołączyłem. Grupa została nieco z tyłu, bo droga aż prosiła, aby nieco przycisnąć.

Uciekinierzy.

Bladość na twarzy się pojawiła, gdy za zakrętu wyskoczyła grupa… w zasadzie duet pościgowy. Trzeba było to udokumentować – proszę – profesjonalne zdjęcie zza ramienia:

Dłuższy postój mieliśmy przy dostrzegalni przeciwpożarowej. Można było wejść na górę, ale dopiero będąc nad ziemią od pani tam urzędującej dowiedzieliśmy się, że jest limit do 10 osób… trochę go przekroczyliśmy 😉

Nieco pod górkę, fajną górkę 🙂

Dostrzegalnia.

Widok na Puszczę Notecką z góry.

Zostaliśmy upoważnieni.

Kręte schody (ktoś policzył, że było 151 stopni) i buty SPD – świetne połączenie.

Co może robić Gosia nie będąc w chmurach? To samo co w chmurach… fotografować.

Dalej przez lasy dotarliśmy w zasadzie do Sierakowa. Przebić się przez miasto i do cukierni. Taki był plan, ale koniec końców zostałem ja i rowery. Wszyscy takiego smaka dostali, że pod drugiej strony ulicy wytworzyła się kolejka, a ktoś musiał rzucić okiem (i to dosłownie) na rowery.

Ostatecznie w kolejce byłem ostatni z naszej grupy i o kremówkach to mogłem tylko usłyszeć, że gdzieś takowe istnieją. Były jednak lody i ciasto francuskie, które uwielbiam. Mi to w zupełności wystarcza.

Podjedli… to można ruszać dalej.

Plan był taki, aby odłączyć się od grupy i przez Międzychód wrócić do domu, ostatecznie jednak postanowiliśmy wracać razem ze znajomymi i dopiero później dotarło do mnie, że nieco utrudniliśmy drogę powrotną. Okazało się, że grupa do Krzyża wraca nieco na okrętkę i gdzieś około godziny 16 wychodziło nam ponad 80 km do domu. Trochę sporo, jak na tę godzinę.

Zanim jednak będziemy martwić się o powrót to po drodze jeszcze jedna atrakcja – krzywy las. Ciekawe zjawisko.

Czyżby gdzieś były grzyby?

Wracając do powrotu to nieco nam się pokomplikowało i albo dwie godziny spędzimy w Krzyżu czekając na pociąg, który w niedzielę będzie zatłoczony, albo po prostu wracamy na kołach. No chyba nie muszę pisać, jaką wersję wybraliśmy 🙂

Od grupy odłączamy się w Wieleniu i wybieramy kierunek Drezdenko. Tempo niezłe, tak niezłe, że jeszcze załapaliśmy się na lody w mieście i kawę na stacji i znowu kawę. Trochę minut jesteśmy w plecy, ale najwyżej odeśpi się jutro w pracy. Z wyliczeń wynikało, że gdzieś w granicach 22 będziemy w Gorzowie i tak się w zasadzie stało. W zasadzie odrobiliśmy cały wykorzystany na konsumpcji czas. Żeby było zabawniej to w drodze powrotnej złapał nas deszcz, ale przy temperaturze w granicach 15 stopni Celsjusza to nie robi on większego wrażenia.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.