Rano budzi mnie telefon od Gosiaka i dowiaduję się, że popadał sobie śnieg. Z jej opisu wynikało, że jest go na tyle dużo, że nie otworzę drzwi i jedynie będę mógł go podziwiać przez okno. Długo się wahałem, czy iść pojeździć na rowerze. Temperatura niska, ciągle padało. Ostatecznie z różnych względów się na to zdecydowałem. Ubrałem, co najcieplejszego miałem w domu i w drogę.

Trasa całkowicie improwizowana. Na drodze śnieg rozjechany, chodniki zawalone ludźmi, którzy korzystali z wolnego dnia, zimowej aury i zdecydowali się na spacery. Postanowiłem uciec w las. Najpierw odwiedziłem ulicę Srebrną i tamtejszy skrót przez las w stronę Kłodawy. Zawsze jest tam pięknie, a zimą to urok jest powalający.


– Zabierz mnie ze sobą na rower! Proszę!


Taki mural zauważyłem na Osiedlu Piaski.

Poniżej kilka zdjęć zimowej scenerii leśnym zakamarków Gorzowa i okolicy.


A to już kościół w Wojcieszycach.

Momentami było bardzo zimno. Głównie przez wschodni wiatr i ciągłe opady śniegu. Do tego doliczyć mój talent wybierania odpowiednich kierunków. Doszło do tego, że musiałem zdrapywać lód spod nosa i brwi. Przemarzłem strasznie i musiałem robić przerwy, aby trochę odtajać dłonie i stopy. Termos z gorącą herbatą bardzo się przydał. Mimo to było fajnie. Z jednej strony bardzo brakowało mi Gosiaka, jej ocieplaczy do dłoni. Pewnie równie dobrze by się bawiła (bo na rower na bank by się skusiła, chociaż spróbowała), a potem ogrzewalibyśmy się przy ognisku, które na pewno gdzieś byśmy rozpalili. Jednak z drugiej strony patrząc na ten mróz i jej skłonności ku ciepłocie, to się jednak cieszyłem, że nie mogła iść dzisiaj na rower. Takie to mam rozterki. Jednak niedługo temperatura się podniesie, wyjrzy zza chmur słońce i wspólnie rozpoczniemy rowerowo ten nowy rok. Czas najwyższy!!

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.