Sobotnie przygody zostawiamy za sobą, bo niedziela pogodowo zapowiada się jeszcze lepiej. Z rana ustaliliśmy godzinę i ruszamy w trasę. Padła propozycja, aby odwiedzić jezioro w Goszczanowie. Planujemy ukryć tam kesza i warto poszukać jakiegoś fajnego miejsca. Jednak jeszcze nie wyjechaliśmy z Gorzowa, a ja mam kapcia w tylnym kole. Bardziej chce nam się śmiać, niż tym przejmować. Zwłaszcza jak w całym tym pośpiechu odwrotnie zamontowałem koło. To trzeba mieć specjalny talent.

Koniec końców jedziemy w kierunku Santoka z krótkim przystankiem w Czechowie. Akurat w tamtejszym kościele zaczynała się msza i Gosia poszła się pomodlić o dalsze powodzenie wycieczki. Ja natomiast szukałem informacji na temat ukrytego nieopodal kesza, ale za nic w świecie nie mogłem do nich dotrzeć. Trudno, zostawimy to na inny dzień.


Już po mszy?


Jadąc drogą wzdłuż Warty to chyba nie ma opcji, aby nie spotkać pociągu.

Muszę się przyznać, że jechało mi się bardzo ciężko. Za ciepło się ubrałem, może doszło wczorajsze zmęczenie, dłuższa przerwa od roweru. Nie wiem, trudno mi to ocenić. Sam byłem tym wszystkim zdziwiony. Musieliśmy zrobić sobie przerwę, a po drodze wyposażyłem się w zapas produktów żywnościowych. Trzeba jakoś postawić się na nogi i jakoś wyglądać w oczach Gosiaka.


W pobliżu Rezerwatu Przyrody „Goszczanowskie Źródliska” drzewa odsłoniły resztki fundamentów i schodów pałacu myśliwskiego barona A. Coepi.

Koniec końców zapomnieliśmy o rozejrzeniu się za miejscówką dla naszego kesza i wróciliśmy na asfalt, aby pojechać w stronę Zwierzyna, potem przez wioski w kierunku Płomykowa. Dzięki temu fajnie wydłużyliśmy sobie trasę. Mi jechało się już o wiele lepiej. Dalej oczywiście cieszyliśmy się pogodą no i swoim towarzystwem.


Albo koni jest coraz więcej, albo mamy do nich wyjątkowe szczęście.


A pani właścicielka powiedziała, że gryzą. Nie wydaje mi się ;p

Do Gorzowa udało się wrócić, gdy jeszcze nie zapadły całkowite ciemności. Pożegnaliśmy się w dobrych humorach i trzeba wyczekiwać następnego razu… ech…

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.