Rewelacyjna pogoda na jazdę rowerem, więc nie było możliwości, aby tego nie wykorzystać. Zgodnie postanowiliśmy wybrać się do Krzeszyc, a dokładniej do Naszej Krówki.

Najgorsza część wyprawy poszła bardzo sprawnie i szybko przedarliśmy się przez miasto. Z racji tego, że byłem po pracy to musiałem uzbroić się w jakieś jedzenie. Czasami jestem głodny. Kto mnie zna to wie, jaki ze mnie niejadek. Pierwszy lepszy sklep po drodze i co napotykam… ostatnie bułki słodzie i to z rabarbarem. No pięknie, ale nie były wcale takie złe.

Temperatura oscylowała w granicach 30 stopni Celsjusza, więc po drodze musiała być przerwa przy fontannie. Warto się ochłodzić. Tak dobrze się jechało, że żadne z nas nie myślało o tym, aby robić zdjęcia. Swoją drogą coś ostatnio bardzo rzadko sięgam po aparat. Jednak są momenty, gdy warto to uwiecznić:

Po oględzinach ruin młyna wykorzystaliśmy szlak rowerowy i drogi pożarowe, których w krzeszyckich lasach jest dość sporo. Ładnie wyprowadziły nas do Rudnicy i tam asfaltem wróciliśmy do Kołczyna. Droga powrotna wałem, a że tak fajnie się jechało to jeszcze wydłużyliśmy sobie powrót 🙂

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.