Gosia wybierała się na rajd i postanowiłem częściowo jej towarzyszyć. Dlaczego częściowo? Jechała dość daleko i jeżeli pojechałbym do samej mety to wyszedł by pokaźny kilometraż i pewnie liczyłoby się to z powrotem w ciemnościach. Poza tym im dalej ją odprowadzam, tym więcej drogi powrotnej będę miał w samotności. Na o wiele dłuższe wyprawy przyjdzie czas, ale jeszcze nie teraz

Trasa nieco urozmaicona, aby nie powielać standardu w kierunku Krzyża Wielkopolskiego. Dół (jak to nazywamy drogę przez Stare Polichno) oklepana na maksa, a góra (czyli przez Stare Kurowo, itd.) bardziej ruchliwa. Przynajmniej w moim odczuciu. Połączyliśmy nieco te dwie trasy i myślę, że wyszło bardzo dobrze.


Jedną nogą w Rzekcinie, drugą w Zagajach.

Spotkaliśmy też stado kóz z małymi i nie było opcji, aby nie zatrzymać się na nieco dłużej. Te zwierzaki są przekomiczne, zwłaszcza jak próbują dostać się do trawy zza ogrodzenia. Jeden to chyba mnie polubił, bo dał się pokarmić, pogłaskać i pożegnał mnie donośnym meeeeeeeeeee… 🙂

Podróż trwała dalej i przed Wieleniem się rozstajemy, bo według moich wyliczeń było to optymalne. Rozstanie na nasz sposób, bo my nie możemy inaczej. W pierwszej chwili trochę mnie to wkurzyło, ale potem uśmiechałem się całą drogę powrotną i nawet teraz, jak to piszę. To już niech jednak zostanie tylko w naszych głowach…

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.