Przejdź do treści

Na rybkę do chyrzy rybackiej

Co roku w Przyborowie odbywa się Święto Ryby, a i tak 90% ludzi powie, że w Słońsku. Miałem okazję już tam być kilka razy, ale ostatni raz to równo osiem lat temu. Niewiele co roku się zmienia. Scenariusz jest ten sam, ale w naszym przypadku muszą zostać spełnione dwa warunki:

  • nie ma innej, ciekawszej imprezy w okolicy;
  • wiatr jest na tyle znośny, że na tamtejszych otwartych przestrzeniach nie urwie nam głowy.

Wszystko fajnie się pokryło i tak prawdę mówiąc to bardzo byłem ciekawy, jak tam postępy w organizacji imprezy, bo według rozpiski to nic nowego nie doszło. Ciekawość jednak wygrała i ruszyliśmy w kierunku Słońska, to znaczy Przyborowa..

Jeszcze tak w kwestii wyjaśnienia to pełna nazwa imprezy to Święto Ryby – międzynarodowe spotkanie w chyrzy rybackiej. Przyborów w dawnych latach pełnił rolę osady rybackiej, stąd też tak kultywowane są tutaj tradycje rybołówstwa.

Największe wyzwanie to jazda w kierunku Słońska. Nie z powodu pogody, trudności terenowych… chociaż można to podciągnąć. Po kolei, najpierw przedarliśmy się przez wioski, aby wjechać na wał za Świerkocinem no i tutaj się zaczyna. Droga jest widokowo przepiękna, a wszelkie napotkanie zwierzęta nie pomagają w płynnej jeździ. Gdy trafi się tam na dobre warunku to wszelkie zwierzęta same pchają się pod obiektyw aparatu, a czas przejazdu bardzo się wydłuża.
Tereny do duże rozlewiska i najbardziej tam dominują bociany. Fascynują mnie te zwierzęta, że kilkanaście sztuk spaceruje obok siebie, szuka jedzenia i nikt do nikogo nie ma o to pretensji. My jako ludzie byśmy się pozabijali, jakby brakowało jedzenia, a kawałek dalej ktoś wykopał z ziemi obwitego kebaba.

W radiu mówili, że bociany już odlatują. No nie wydaje mi się.
Opalanko.
W pierwszej chwili myślałem, że udało się uchwycić potężnego orła bielika, a to myszołów.

Droga na wale wąska, a mamy okres żniw, więc traktorów i kombajnów tutaj więcej niż rowerzystów. Praca w polu idzie pełną parą i już można napotkać plakaty zapowiadające imprezy dożynkowe.

Taka przeszkoda.
Drapiąca się krowa. Jedno z moich najlepszych zdjęć w kategorii „zwierzęta w ruchu”.

Naciągając to można powiedzieć, że dojazd do Słońska poszedł nam w miarę płynnie. W okolicach kościoła można było już zobaczyć za kanałem miasteczko imprezowe.
Od rana odbywają się tam zawody wędkarskie i stąd też cała imprez zlokalizowana jest przy kanale. Od południa wszystko przenosi się do centrum wsi, gdzie znajduje się scena i jest bardziej muzycznie.

Nasze brzuszki od razu wyczaiły stoisko koła łowieckiego ze Słońska, które serwowało gulasz. Kawałek dalej stoisko koła wędkarskiego, które serwowało rybkę. Były trzy rodzaje, a zapamiętałem tylko karpia… jakie kawałki nam się trafił… nie wiem 😀 .
Znajdujemy urocze miejsce nad kanałem z dala od zgiełku ludzi.

Widok na kościół w Słońsku.
Wyżerka.

Co do samej imprezy to bardzo skromna. Chociaż są stoiska, które rzadko można spotkać na innych eventach. Pomijam już 17 Wielkopolską Brygadę Zmechanizowaną z Międzyrzecza, która promuje się chyba na wszystkich, lokalnych imprezach. Nowością była np. Służba Więzienna, bo przecież w Słońsku jest taki specjalny budynek. Gosia jednak stroni od takich panów mundurowych i nie chciała zostać zakuta w kajdanki. Była też m.in. policja z motorówką i to taką na prawdę konkretną.

W programie były też wyścigi.

Dzisiaj było zdrowo, bo pominęliśmy lody. Cena względem wielkości porcji rozczarowywała, więc odpuściliśmy. W okolicy jest tylko jedna, mobilna lodziarnia i w zasadzie nie było nam nigdy dane ją przetestować.

Gastronomia standardowa przez kiełbasy po piwo, ale dla mnie największym szokiem był brak jakiegokolwiek Koła Gospodyń Wiejskich i ciast, dużo ciast. Nie było nic. Ratunkiem okazały się dzieci, które przy drodze rozstawiły stoisko z lemoniadą i właśnie ciastem. Po pierwszym kęsie można było wyczuć, że było robione ręką prawdziwej gospodyni domowej. Jakby tam naszym mamom i babciom też sam przepis to ciasto od babci będzie smaczniejsze. One mają to coś, czym nie chcą się podzielić i zabiorą to ze sobą do grobu. Ja jako smakosz wszelkich ciast od razu to wyczuję i przede wszystkim docenię.

Zdjęcia ciasta nie zrobiłem, więc będą konie.

Kto miał okazję być w Przyborowie to zapewne wie, że znajduje się tam Park Narodowy „Ujście Warty” Miejsce odwiedzane przez nas wiele razy, ale przy tej pogodzie to niewiele można tam spotkać ptaków. Bardziej bydło, czy konie, które pasą się na zielonych łąkach. Miejsce fenomenalne, bo na początku roku wszystko zalane jest wodą, a teraz przepiękna, zielona trawa, a woda to występuje tylko w kanale.

Czas ucieka i pora wracać do domu. Żeby nie powielać trasy to zrezygnowaliśmy z jazdy asfaltowym wałem przez Kłopotowo na rzecz szutru w kierunku Krzeszyc. Moje błędy nawigacyjne doprowadziły nas do nowo powstałej drogi rowerowej wzdłuż drogi krajowej nr 22. Na razie jest to niecały kilometry łączący Krasnołęg – Graby.

Najlepsze jest to, że próbowałem ją już znaleźć wcześniej, ale na stronie Krzeszyc mylnie jest podawane, że droga powstaje właśnie od Krzeszyc. Taki jest docelowy cel, ale póki co jest to niewielki odcinek i do Krzeszyc jeszcze daleko.

Musieliśmy trochę przekulać się „krajówką”, aby nie wracać i potem przez las już docelowo w kierunku Kołczyna i potem standardowo przez wioski w kierunku Gorzowa.

Napotkana łabędzia rodzina.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Robak88 - trochę inny blog! © 2013 - 2026

;