Uzupełniamy pieczątki w książeczce Korony Gór Polski. Tym razem padło na Masyw Śnieżnika z najwyższym szczytem Śnieżnikiem. Rowery odpoczywają, ale nie nasze nogi, które będą musiały pokonać nieco przewyższeń.
Trio w postaci ja, Gosia i Marek startuje w Kamienicy i do pokonania mamy około 25 km. Od razu zauważyć można bardzo duże zalesienie tych terenów i pojawia się zwątpienie, czy w ogóle przez tę koronę drzew będzie cokolwiek więcej widać.
Przez większą część dzisiejszej trasy będziemy się poruszać po Śnieżnickim Parku Krajobrazowym w skład którego wchodzi Rezerwat Przyrody Śnieżnik Kłodzki. Czuć, że jest pod górkę, ale póki co to przez drzewa niewiele widać. Wszystko zmienia się po paru kilometrach. Plus taki, że jak jest się w rezerwacie i drzewo się przewróci to już takie przewrócone zostanie, a co nieco odsłoni.
Schronisko zaplanowane było mniej więcej w połowie trasy i moje zdziwienie było ogromne, gdy nagle drzewa stały się zadrze i pojawiło się Hala pod Śnieżnikiem, a tam charakterystyczny budynek.
Całe to miejsce ma bogatą historię, która sięga początku XIX wieku. Wewnątrz można znaleźć stare zdjęcia, a resztę uzupełni Wikipedia 😀
Przerwa na zimne piwko i ciacho. No i oczywiście rzecz najważniejsza, czyli pieczątka (a nawet trzy). Od razu znajdujemy je na wejściu do schroniska, a że jesteśmy chciwi to odbijamy wszystkie trzy.
Słońce nie ma zamiaru odpuszczać, a zimny wiatr nie ma zamiaru przestać dmuchać. Idealna pogoda, czyli na słońcu gorąco, a w cieniu zimno. Uwielbiam 🙂
Pozostaje teraz punkt kulminacyjny, czyli wejście na Śnieżnik, który znajduje się na wysokości 1423 m n.p.m. Schronisko jest na wysokości 1218 m n.p.m., a startowaliśmy z 700 m n.p.m.
Jeszcze 5 lat temu wieży tutaj nie było. Była natomiast kopa kamieni, która została po jej wyburzeniu w 1979 roku. Początek tej wieży to rok 1899. Po II Wojnie Światowej poszła w zapomnienie, aż ze względu na zagrożenie została wysadzona. Odbudowano ją dopiero w 2022 roku i nieodłącznie kojarzona jest ze Śnieżnikiem. Ma 33,55 m wysokości i warto się wdrapać na górę dla jeszcze lepszych widoków.
Na szczycie Polska spotyka się z Czechami. Nas czeka właśnie teraz wędrówka po terenach naszego południowego sąsiada. Zanim jednak to się stanie to trzeba zrobić wymaganą fotkę z oznaczeniem szczytu.
Po wyjściu z lasu widoki na szczycie są przepiękne. Nieopodal są jeszcze ruiny dawnego schroniska księcia Liechtensteina i źródło rzeki Morawy.
Historia słonia z powyższego zdjęcia jest dość ciekawa. Dotyczy wspomnianego wcześniej, nieistniejącego już schroniska i grupy artystycznej Jescher. W polskiej kulturze słoń musi mieć trąbę do góry, bo inaczej jest nieszczęśliwy. Jakoś nigdy w to nie wierzyłem i dla mnie słoń z trąbą w dół jest jak najbardziej normalny… no i szczęśliwy.
Z racji tego, że nie da się już wejść wyżej to czeka nas schodzenie. Trochę kamieni, ale potem pojawia się (jak to w Czechach zresztą) przepiękna szutrowa droga.
Szybko meldujemy się na dole, a tam natrafiamy na Kladské sedlo. Coś na orzeźwienie i wracamy do ojczyzny. Nie chcemy być gorsi i także szlak prowadzi szutrówką. Czeka nas jeszcze Przełęcz Staromorawska i potem już ostatnie kilometry do Kamienicy.
Widoki poszły w zapomnienie, bo powróciliśmy do klimatu – las. Drogi pod względem rowerowym są świetne, bo dużo poprowadzonych jest szutrówkami. Szkoda tylko, że na dwóch kołach można dojechać tylko do schroniska, a na Śnieżnik już niestety nie. Patrząc tak z punktu rowerzysty to wcale trasa jakaś bardzo wymagająca nie jest, ale rozumiem też ideę rezerwatu. No i ludzie… bo mimo, że jeszcze sezon na dobre się nie zaczął to na szczycie było ich całkiem sporo.
Czwarty szczyt wpadł do Korony Gór Polski, a jutro czekają nas kolejne. Tym razem dwa.
