Tym razem weekend majowy nieco krótszy, bo dodatkowo wolny przypadał tylko piątek. W samym Gorzowie Wlkp. większych imprez nie planowano i dla nas to lepiej, bo zawsze można wybrać się nieco dalej. Ze wspólnego rowerowania przypadła nam tylko niedziela i tak się złożyło, że w Łagowie odbywał się akurat piknik patriotyczny. Główną atrakcją dla nas miały być pokazy ułanów i amazonek.

Bardzo dawno tam nie byliśmy i nadarzyła się okazja odwiedzin. Po fakcie to już człowiek sobie przypomniał, czemu tamtych terenów unika 😀 . Umiejętnie też rozplanowałem trasę, aby zatoczyć koło i sprawdzić trochę nowych dróg. Człowiek się łudził, że trafi na przepiękne szutrówki, a nie… no właśnie… kocie łby.

Na szczęście można było złapać trochę pobocza.

Wybraliśmy się najłatwiejszych wariantem do Lubniewic i stamtąd w kierunku Glisna. Parę górek zaliczonych i tam korzystamy z zapomnianego szlaku rowerowego, który nawet nie pojawia się na niektórych mapach. Nie spodziewałem się cudów, bo odcinek ten służy głównie jako dojazdówka do pól i nie mogło być nic innego, jak bruk.

Kamień napotkany po drodze i nawet nie mam pojęcia, co oznacza.

Lądujemy w Trzemesznie Lubuskim i tutaj zaczynają się schody, bo trzeba jakoś umiejętnie ominąć poligon wojskowy. Można skorzystać z drogi i najłatwiejszą opcją dojechać do Wielowsi. To jednak byłoby za proste. Zaczyna się kombinowanie i ruszamy na dukty leśne. Trochę nam pomogła para lokalnych mieszkańców, który wybrała się na spacer i pokazała, która ścieżka jest najlepsza.

Jest trochę piachu, ale i też świetnych dróg szutrowych po których jeździ się niemal, jak po asfalcie. Koniec końców lądujemy w Łagowsko-Sulęcińskim Park Krajobrazowym, a tutaj można powiedzieć, że lajtowo już było.

Czy z sakwami nie jesteśmy czasem za ciężcy?
Jak to znowu bruk?

Kto miał możliwość kręcenia się tam rowerem to wie, że 99% drogi to bruk. Reszta to pewnie zbiorniki wodne. Ogólnie do Łagowa mieliśmy dojechać nieco inaczej, ale przez nasze kombinacje skończyło się, jak się skończyło.

Przetrzepani przez bruk, ale wśród koron drzew chowani przed upałem docieramy w końcu do miasta. Wtedy sobie przypomniałem, jak Perła Ziemi Lubuskiej wygląda w wolne dni w iście letniej pogodzie. Wydaje mi się, że w nadmorskich miejscowościach ludzi było mniej niż tutaj. No nic trzeba było jakoś manewrować między ludźmi i autami. Cała impreza miała miejsce w parku.

Zdjęcie przy drzewku musi być.

Na początek posiłek regeneracyjny w postaci polowej grochówki. Potem chwila relaksu, bo pokazy mają się zacząć o godzinie 15. Mamy więc misję, aby znaleźć miejsce, gdzie można napić się/zjeść coś zimnego.

Browar Witnica i piwo o smaku poziomkowym w nietypowej butelce.
Można łączyć przyjemne z pożytecznym.

Wracamy do parku na pokazy. Zaprezentował się miejscowy Szwadron CKM im. 24 Pułku Ułanów. Wizerunkowo przepięknie, gorzej z dynamiką. Nie chcę tutaj negować pokazu, ale ja jestem wychowany na walkach rycerskich, szarżach husarii i pokazach kaskaderskich i trochę oczekiwałem, ze posypią się iskry, że będą wybuchy, itp. Tutaj było bardzo spokojnie, powoli, monotematycznie. Dla osób, które lubią konie, ich przygotowanie, to jak jeźdźcy się na nich prezentują to nie czuli znudzenia. Ja niestety zacząłem trochę ziewać.

Amazonki.
Ułani, a w zasadzie ich część.
Atak szablą w powietrze.

Czeka nas ponad 60 km powrotu, więc opuszczamy Łagów i ruszamy w kierunku Wielowsi. Ogólnie wydostać się tam to gorzej niż jazda po bruku. Nie dość, że drogi bardzo dziurawe to na dodatek ruch większy. Ostro przez te kilometry trzeba było się namęczyć i to fizycznie, jak i psychicznie.

Po drodze mijamy Sieniawę, gdzie funkcjonuje kopalnia węgla brunatnego. We wsi powstał skansen, który prezentuje wykorzystywane w kopalni maszyny, sprzęt. Szkoda tylko, że przez miejscowych miejsce to służy głownie do libacji.

Co za kopara.
Jest i spychacz…
… z kierowcą w środku.

Dziurawy asfalt zamienił się w bruk i na szczęście były to ostatnie takie kilometry. Ogólnie gravel pozytywnie mnie zaskoczył, bo po kocich łbach aż tak źle się nie jeździ. Szło całkiem sprawnie. Potem już lądujemy na trenach w okolicach Bledzewa, czy ulubione pagórki… góra-dół-góra-dół.

Nawet na brukach nie odpuszczą.

Zahaczamy o Skwierzynę, bo zasłużyliśmy na nagrodę w postaci lodów, a trudno przejechać przez miasto, aby nie odwiedzić Czyste Lody. Potem już las, rondo i prosto w kierunku Gorzowa. Pogoda bajeczna, Łagów odłożony na kolejne lata i wpada też konkretny dystans w postaci 134 km.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *