Będąc w Jedlinie-Zdrój w zasięgu są dwa szczyty. Wczoraj udało się zaliczyć Wielką Sowę i dzisiaj przyszła pora na Góry Wałbrzyskie. O tyle jest tam ciekawie, że w Koronę Gór Polskich wcale nie jest wpisany najwyższy szczyt. Przez niedokładne pomiary w latach 90 uznano, że Chełmiec wiedzie prym. Później okazało się jednak, że Borowa jest nieco wyższa. Żeby już nie mieszać Chełmiec został i to na niego do dnia dzisiejszego wdrapują się zdobywcy Korony Gór Polski.

Dzisiaj nie zabraknie fajnych szlaków rowerowych i już na sam start wita nas przepiękny singiel, który wyprowadza nas z miejscowości. Można się spokojnie rozgrzać, bo dzisiaj nieco chłodniej. Niestety zapowiadają też deszcze. My ruszamy ze stałą nadzieją… przejdzie bokiem.

Aż przypomniał się wjazd na Śnieżkę, bo momentami było na prawdę stromo, a rower z sakwami wcale nie ułatwia.

Na Borową nie prowadzi szlak rowerowy, ale mijamy ją u podnóża i tutaj też można spotkać najwięcej piechurów. Trochę się pokrywamy i wniosek jest jeden. Jest ostro pod górę, aby zaraz zjeżdżać w dół. Zapowiada się bardzo interwałowo. Widoki jednak rekompensują wspinaczkę.

Hyc, jak górska kozica.

Musimy niestety przebić się przez Wałbrzych, a że do miasta zawitaliśmy to warto odwiedzić ciekawe schronisko. Jest to jedno z nielicznych albo i jedyne schronisko, które znajduje się w mieście. Z perspektywy Gorzowa to można porównać to do Parku Siemiradzkiego, jakby ktoś na szczycie postawił budynek. W Wałbrzychu park jest o wiele większy i bardziej nastawiony na aktywność mieszkańców. No i nadrabia widokami.

Czas na relaks przed zdobywaniem szczytu.
Brakuje tylko słoneczka.

Zjazd na dół to istna masakra. Szlak rowerowy poprowadzony jest jakąś rynną i nawet jadąc samochodem, kiedy Gosia jest kierowcą, tak się o swoje życie nie bałem. Koniec końców jakąś meldujemy się na dole. Teraz już kierunek Chełmiec.

Tam u góry za jakiś czas będziemy.

Wjazd jest bardzo przyjemny, bo prowadzi tam szutrowa droga. Wiadomo, że cały czas jest pod górę, ale nie ma przeszkód w postaci korzeni, itp. Jedynie piesi, ale ze względu na pogodę to wcale ich dużo nie było… na szczęście.

Ktoś się wyłania…
… walka z przewyższeniami.
Jeszcze z parę kilometrów i będziemy u góry.

Przy okazji naszły chmury i nawet pojawiła się mżawka. Dla nas w sumie plus, bo człowiek się grzeje, a tutaj ma ekologiczny system chłodzenia.

W październiku na Chełmiec wchodziliśmy pieszo i wtedy jeszcze żadne z nas nie myślało o Koronie Gór Polski. Można było sobie przypomnieć, jak prowadził szlak i jakie to były nachylenia. Rowerem jest naokoło, ale wcale nie dłużej.

Koniec końców meldujemy się na górze. Budynek jest otwarty i tam doświadczymy jedynie automatu ze słodyczami i możliwość bezpłatnego wejścia na wieżę.

Chełmiec zdobyty!
Powyższe zdjęcie to wyjaśnienie różnicy w szczytach, które wynosi zaledwie 2 m n p.m.
Z takich miejsc czerpiemy pieczątki do książeczki KGP.
Widoczki z góry.

Teraz czeka nas zjazd w dół i może to będzie zaskoczeniem… ale zbyt długo trwać nie będzie. Kilometry uciekają bardzo szybko i zanim się zorientowaliśmy, że Chełmiec został daleko z tyłu, meldujemy się w Dworzysku. Stąd to już rzut kamieniem do centrum Szczawna-Zdrój. Dzielnica ta to jedna wielka stadnina koni i tłum ludzi, który chętnie to miejsce odwiedza o każdej porze roku.

Oprócz koni można także spotkać alpaki.

W mieście przerwa na lody i uzupełnienie wody. No i czas wracać do miejsca noclegu. Po drodze zakręcimy się jeszcze po Książańskim Parku Krajobrazowym. Przepiękne tereny i świetne szlaki rowerowe.

Taka mobilna biblioteka.
Aleja.

Kręcąc się po terenach nieopodal Zamku Książ to nie ma możliwości, aby szlak tam nie zaprowadził. W przeszłości się nie udało, ale tym razem była nasza zobaczyć stadninę i jest ogromna. Potem ponownie trzeba przebić się przez Wałbrzych.

Po drodze napotykamy na drogowskaz prowadzący do Jeziorka Daisy. Miejsca tego w planach nie było, zostało wpisane na „kiedyś tam w przyszłości”. Modyfikujemy jednak trasę, aby zahaczyć o rezerwat, bo Gosia nie odpuszcza i chce zobaczyć, gdzie księżna Daisy chętnie spędzała wolny czas.

Miejsce bardzo popularne przez turystów, ale moim zdaniem to robi większe wrażenie przy świetle słonecznym. Przy takim dniu jak dzisiaj, trochę pochmurnym to nie wyróżnia się niczym szczególnym od innych, podobnych lokalizacji. No może poza tym, że jest ciągle pod górę! Rozumiem jednak ideę powstania rezerwatu, gdy pozna się dokładną historię tego miejsca.

Lasami, polami, pagórami, podjazdami wracamy do Wałbrzycha. Za duże miasto, aby uniknąć miejskiego zgiełku. Jednak jest na tyle ogarnięte rowerowo, że dosyć bezpiecznie się po nim porusza.

Teraz to już kierunek Jedlina-Zdrój, ale oczywiście lokalnymi i leśnymi drogami. Niestety deszcz w końcu nas złapał. Nie zamierzał odpuścić, a plan powrót był przez single. Ze względu na warunki wybraliśmy spokojniejszą opcję. Trzeba będzie je nadrobić kiedy indziej, bo na dzień dzisiejszy to liznęliśmy tylko kawałek, jednego odcinka.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *