Wybraliśmy się do Trzcianki, gdzie po raz pierwszy odbywał się Rajd Pieczonego Ziemniaka organizowany przez grupę rowerową dwakolka.pl Trzcianka na rowerze. Okazja, aby pojeździć trochę po nowych terenach, ale przede wszystkim spotkać się ze znajomymi, których nie widzieliśmy bardzo dawno. No też oczywiście posmakować tytułowych pieczonych ziemniaków.

Zanim jednak ruszyliśmy do obżarstwa to mieliśmy okazję zobaczyć najciekawsze miejsca w samej Trzciance, jak i w okolicach. Jeżeli chodzi o wspomniane miasto to jedynie odwiedzałem je tranzytem, a najczęściej widziałem z okna pociągu. Tym razem była możliwość nieco tam się pokręcić.

Stylówa pierwsza klasa.

Taki trochę większy tandem.

Odwiedziliśmy m.in. pierwszy w Polsce Park Ryb Słodkowodnych. W zasadzie to przelecieliśmy przez niego i jak łatwo można się domyślić mamy tam rzeźby różnych gatunków ryb, ale są także i inne zwierzęta. Park położony nad Jeziorem Sarcze. Urokliwe miejsce i jakby ktoś był zainteresowany to odsyłam do strony internetowej: parkryb.trzcianka.pl.

Był też budynek Centrum Integracji Społecznej przy którym znajdują się fajne instalacje artystyczne. W sumie tam się dowiedziałem, że trwający rok jest Rokiem Lema.

Rowerowy szpaler… tylko Państwa Młodych brakuje.

Trzciankę zostawiamy za sobą, ale jeszcze dzisiaj tutaj wrócimy, bo przecież musimy domknąć rajdowe kółko. Ruszamy dalej i kolejny postój mamy w Białej przy kościele. Natrafiamy na Księdza Proboszcza, który zaprowadza nas do ciekawego miejsca i przy okazji nakreśla rys historyczny tych ziem.

Też taki jakby szpaler.

Nie jestem wielce religijny, ale ciekawią mnie takie miejsca, ich historia i podejście ludzi na przestrzeni tych wszystkich lat. Kościół w Białej wyróżnia się kamieniem, gdzie odciśnięta jest stopa Matki Bożej. Historię całego tego wydarzenia, które miało miejsce w 1100 roku można bez problemu znaleźć w necie 😉

Miejsce, gdzie będziemy mieć ognisko coraz bliżej i już czuć zapach pieczonych ziemniaków, ale po drodze czeka nas jeszcze jedno miejsce z fajnymi widokami i jeden z nielicznych podjazdów tutaj w okolicy 🙂

Docieramy do tarasu widokowego w Radolinie, który powstał w tym roku. Rozlega się to piękny widok na Dolinę Noteci. Jest potężna wiata, a także luneta, która była przez nas rozchwytywana. Tak bardzo, że skupiłem się na widokach z niej, więc zdjęć panoramy Doliny Noteci tutaj nie będzie 😜

Dobrze zrobionym zdjęciem trzeba się pochwalić.

Koniec końców docieramy do kulminacyjnego punktu dzisiejszego rajdu. Wiata w lesie Koła Łowieckiego „Dzik”. Cisza, spokój i gorąc z ogniska, gdzie pieką się już ziemniaki.

Jedna to za mało.

Zdjęcie bohatera dnia musi być koniecznie.

Prawie jak przy stole wigilijnym.

Ojcowska asekuracja.

Nie ma czasu na sjestę i ruszamy dalej. Jest opcja skrócenia trasy i powrotu do Trzcianki, ale my się na nią nie decydujemy. Skład okrojony o parę osób i ruszamy dalej w las. Leszek prowadzi po leśnych duktach i jedno jest pewne… nie raz będziemy zawracać 😀

Następny przystanek to sklep w Runowie, który na tle innych tego typu miejsc wyróżnia się tym, że jest tam pewna atrakcja przeznaczona dla rowerzystów.

W sklepie Pani Doroty znajduje się zeszyt z zapoczątkowaną historią i każdy rowerzysta, tudzież rowerzystka, która ma możliwość dopisania kolejnych zdań, dzięki czemu tworzy się historia. Nie było szan, aby długopis nie poszedł w ruch 🙂

Coś się tworzy…

… coś jest kontynuowane…

… coś się kończy… ale tylko na dzień dzisiejszy.

Książka się tworzy i niech to idzie w najlepsze. My natomiast ruszamy dalej w jeszcze mniejszych składzie. Rozstają się z nami kolejne osoby, a nas zostaje zaledwie szóstka.

https://youtu.be/wKlirHmWUzk

Ruszamy w kierunku Smolarni i kolejną atrakcją będzie ścieżka edukacyjna Nad Bukówką. Trochę tam pojeździmy, trochę trzeba będzie podprowadzić rower (głównie po śliskich kładkach). Trasa wiedzie wzdłuż Stawu Rychlickiego i rzeczki Bukówki i swoim klimatem urzeka. Gdy już jesień nabierze swoich barw to tam musi być przepięknie.

Na deser czekało nas uspokojenie, stan pozbycia się lęków, ukojenie – Drzewoterapia.

Pokręciliśmy się jeszcze po Puszczy Drawskiej. Świetne tam są ścieżki, a sam teren idealny do taakiej turystycznej jazdy.

Jeden z licznych Cmentarzy Ewangelickich.

Trzcianka w zasadzie była rzut beretem od nas, ale nam nie spieszyło się z powrotem do domu. Leszek postanowił nas jeszcze przeciągnąć po okolicy co skutkowało powrotem już przy zmroku. Warto jednak było dorzucić te kilometry. Głównie dla muzycznej szopy w środku lasu i dla unikalnego głazu, który przewiduje pogodę.

Ładne wyszło nam kółko. Ogniskowe jedzenie z pewnością udało się spalić, ale żeby kalorie wyrównać to skończyło się na kilku porcjach lodów już w samej Trzciance. Potem ładunek do samochodu i powrót do domu.

Udostępnij:

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.