Postanowiliśmy wybrać się do Krzeszyc, aby odwiedzić Postomskie Młyny. Chyba już o każdej porze roku tam byliśmy, ale nie pamiętam, abym rozlewiska widział skute lodem. Może pamięć już nie ta, albo w takim klimacie tam jeszcze nie gościliśmy. Koniec końców padło aby pojechać tam i  z tym się nie dyskutuje.

Aby jak najszybciej wydostać się z miasta to wybraliśmy wariant drogi przez Osiedle Poznańskie (nową drogą rowerową) i potem w kierunku Bolemina. Z racji zmarzniętej ziemi to zdecydowaliśmy się na wał, którym jechało się bardzo przyjemnie. Nawet gdzieś tam w tle można było zauważyć jakąś sarenkę, tudzież sarny.

Na stacji paliw w Krzeszycach przerwa i tam spotykamy rowerzystę z Niemiec, który obładowany laptopem, tabletem także odpoczywał w cieple restauracji. W dalszą podróż wyruszył parę minut przed nami. My natomiast obraliśmy kierunek na miejscówkę, gdzie schowaliśmy już dawno kesza. Nikt tam ostatnio nie zawitał, więc nie było też sensu zaglądać do pojemnika.

Jest i łabędź. Zawsze go tam spotykamy i ostatnio nie jest już sam 🙂

Rozlewiska Postomii skute lodem.

Taka klimatyczna miejscówka.

Postanowiliśmy nieco wydłużyć powrót do domu mimo utrudniającego nieco jazdę wiatru. Trzeba było przeżyć najgorsze i tak się rozpędziliśmy, że wylądowaliśmy w Trzcinnej… że to nas nie dziwi. Przez Karsko już w ciemnościach wróciliśmy do domu.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.