Co roku w Bierzwniku odbywają się Międzynarodowe Targi Wyrobów Klasztornych, które połączone są z innymi imprezami w podobnym klimacie, a całość nosi nazwę 3 Dni na Cysterskim Szlaku. Miałem okazję już dwa razy być na tym świętowaniu i udało się tam zawitać po raz trzeci.

Dojazd bez większych udziwnień. Najprostszą drogą do Bobrówka i dalej przez Gilów i Ogardy w kierunku wspomnianego Bierzwnika. Dawno już nie zapuszczałem się w tamte tereny i zapomniałem, jak tam w ogóle jest. Otwarta przestrzeń i paskudny wiatr szybko mi przypomniały, czemu tak rzadko tam bywam.

Oczywiście nie mogło obyć się bez samodzielnie stworzonych utrudnień. Oczywiście chciałem skrócić sobie drogę mało uczęszczaną drogą, która z kilometra na kilometr coraz bardziej zanikała 😀

Poharatane nogi będą pamiątką tej drogi.

PKP ostatnio ostro ruszyło z remontami, więc z perspektywy samochodu dojazd do Bierzwnika taki komfortowy nie jest. Trzeba jechać objazdem, ponieważ przejazd kolejowy jest w totalnej rozsypce. Jednak rowerom to nie przeszkadza.

Targi, jak to targi. Dużo stanowisk i zdecydowana większość to rękodzielnicy, którzy oferują wyroby własnej produkcji. Przy ostatniej wizycie miałem okazję nabyć trunki od Ojców Benedyktynów w postaci Napoju Pielgrzyma i po cichu liczyłem, że znowu się w Bierzwniku pojawią. Niestety takich napitków nie było. Jedynie można było nabyć miód pitny różnej maści.

Stoisk jest bardzo dużo i można tutaj kupić niemal wszystko. Mnie zainteresował namiot, który miał multum rzeczy związanych z PRL-em.

Kolejny magnez na lodówkę? Czemu nie.

Zdecydowałem się na zakup magnesu na lodówkę, bo coraz bardziej ją zapycham. Jednak idę w kierunku specyficznego wyglądu, czegoś ciekawego, bo nie chcę tam mieć połowę podobnych, które różnią się tylko inną nazwą miejscowości.

Wybór padł na coś takiego:

Jakie to prawdziwe.

Stoiska stoiskami i wiele tych rzeczy już gdzieś widziałem. Chociaż trafiło się kilka nowości i nieznanych wystawców. Nowością była jednak wystawa Pana Kolekcjonera, który zbiera chyba wszystko, co związane jest z dawnymi latami. Prezentacja niektórych rzeczy ze zbioru była tylko na zdjęciach.

Jednak piętro niżej można było odwiedzić pomieszczenia, gdzie przedmioty miały już postać materialną.

Niektóre ze zbiorów są bardzo stare, ale pamiętam je jeszcze z domu moich dziadków. Fajny powrót do dawnych lat i trochę przypomniała mi się wizyta w skansenie w Wolsztynie. Tutaj bardziej chodzi o zbieractwo różnych rzeczy, a tam mieliśmy całe domy w klimatach XVIII, XIX wieku.

Akcent rowerowy musi być.

Najbardziej zabrakło mi lodów, bo jedynie mieliśmy jakieś tam świderki, a po braku kolejki to jakoś nie wierzyłem w ich smak. Ludzie bardziej skłaniali się w kierunku pajdy chleba, smalcu, ogórków i czegoś mocniejszego do popicia.

Chętnie osoby mogły pojeździć na kucyku.

Obejrzałem, co miałem obejrzeć i można wracać do domu. Kierunek Ogardy, bo inaczej się nie da i potem żeby nie wracać tą samą drogą to wybrałem wariant w kierunku Strzelec Krajeńskich. Wiatr trochę komplikował jazdę, ale już za Zwierzynem obracam się w dobrym kierunku i powrót przez Górki Noteckie i Santok to już totalny luz.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.