Zima w tym roku jest, jaka jest, ale nie przeszkadza to w jeździe na rowerze. Ostatnie opady deszczu całkowicie wymazały śnieg z miasta i zrobiła się jedna, wielka chlapa. Na szczęście temperatura oscyluje powyżej 0 stopni Celsjusza, dzięki temu nie trzeba zakładać łyżew.

W końcu zdecydowaliśmy się na kierunek Lubniewice, ale w grę nie wchodziły leśne dukty. Zalega tam rozmiękczony śnieg i byłaby to dosyć długa przeprawa 😀 . Wykorzystaliśmy asfalty i standardową drogę przez Skwierzynę.

Może uda nam się natrafić wymyśloną i zgodnie nagłaśnianą przez media Bestię ze Wschodu. W sakwie schowałem nawet grubsze kalesony, jakby nagle temperatura miała spaść do -30 stopni C.

Na południu iście zimowa sceneria. Duża zasługa w tym otwartej przestrzeni i mogliśmy trochę nacieszyć oko zimą.

W tym przypadku to ten wykrzyknik przy szklaku rowerowym pasuje idealnie.

Jechało się bardzo przyjemnie, bo nie towarzyszył jakiś mocny, zimny wiatr, np. ze wschodu 😀 .

Zdjęcie pozostawię bez komentarza. Każdy sobie dopowie, co tam się wyprawia.

Aby wrócić do Gorzowa to musieliśmy skorzystać z Drogi Krajowej nr 22. Ruch nie był aż taki duży, ale zawsze znajdą się idioci, którzy dawno powinni mieć zakaz prowadzenia wszelkiego rodzaju pojazdów.

Coś jakby się chyba zawirusowało?

Moje bystre oko wypatrzyło tytułową Bestię ze Wschodu, która powstała… to znaczy kryła się przy jednym z miejsc postojowych.

Sprawne ręce kobiecie pozwoliły Bestii nadać trochę lepszego wizerunku.

Bestia ze Wschodu nie okazała się wcale taka groźna. Wolny, niepracowy dzień był bardzo łaskawy pogodowo i udało się trochę pokręcić. Skorzystaliśmy też z zimowej aury, bo przy tej temperaturze to śnieg sam się lepi i z szacunku do Gosi nie będę tutaj pisał, że z kretesem poległa w wojnie na śnieżki 😉

Udostępnij:

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.