Planu jako takiego nie było, bo dzień zapowiadał się bardzo wietrzny, a przy takiej pogodzie to kierunek jest jakby narzucony z góry. Wybraliśmy się w kierunku Starego Polichna, aby schować się w dawno nieodwiedzanej Puszczy Noteckiej. Tam na pewno będzie spokojnej.

Po ostatnich miłosnych przygodach z końmi, Gosia postanowiła przygotować się na kolejne spotkanie z tymi zwierzętami. Miejscowy ryneczek w Starym Polichnie, zapas marchewek i jabłek i brak gotówki. Pytania retoryczne? Kto ma zapas gotówki zawsze przy sobie? Kto ma dużo powietrza w sakwie i będzie mógł upchać zakupione jedzenie? 😀

Być może gdzieś na konie natrafimy, ale póki co to wylądowaliśmy w lesie i tak szutrami zmierzaliśmy w kierunku Goszczanowa. Dalszy plan zakładał, aby pojechać w kierunku Strzelec Krajeńskich.

W lesie bardzo spokojnie.

Staw Goszczanowski zza drzew.

Lubimy odkrywać nowe miejsca i zmierzając przez Goszczanówko zainteresował nas asfalt, który w zasadzie prowadził w przeciwną stronę niż zamierzaliśmy jechać. Chcieliśmy jednak sprawdzić dokąd prowadzi. Najwyżej potem będziemy kombinować. Musiało to być chyba ustawione, bo Gosia za szybko się zgodziła. Po paru kilometrach natrafiamy na stado koni. Przypadek? Tak sądzę 😉

Zakupione marchewki i jabłka poszły w ruch. Tak samo, jak kamera 🙂 . Dołóżmy moje umiejętności monterskie i powstał nieskromnie mówiąc – HIT!

https://youtu.be/sA5WcmatuS8

Tak w praktyce wyglądało nagrywanie „żywych” ujęć.

Z końmi można bawić się w nieskończoność, ale przy panującej pogodzie palce szybko zamarzają. Jedzenie się skończyło, materiał nagrany. Trzeba ruszać dalej.

Droga zaprowadziła nas w kierunku Lipek Małych. Drogą wzdłuż Noteci nie było sensu jechać, bo miejscami jest tragiczna. Zmieniając kierunek „zginęlibyśmy” od podmuchów zimnego wiatru, więc padło na powrót do Lipek Małych.

Zwierząt dzisiaj co nie miara.

Przy okazji udało się zwiedzić trochę ulic w tej miejscowości, bo zazwyczaj jeżeli już tam się pojawiamy to przelotem, jadąc drogą wojewódzką.

Wróciliśmy do Santoka, a że kilometrów jakby nie patrzeć mało to musieliśmy wdrożyć jakiś plan działania. Postanowiliśmy pomęczyć się trochę w kierunku Płomykowa i tam wskoczymy do lasu. Wykorzystamy szutrówkę, która zaprowadzi nas do Zdroiska i potem już spokojnie wrócimy przez Lipy i Łośno.

Nastały ciemności, a że ostatnio korzystamy z nowych lampek to chcieliśmy przetestować je w stricte warunkach bojowych. Ładujemy się więc do lasu. W ten sposób zetniemy w kierunku Wojcieszyc, zyskamy trochę na czasie i nacieszymy się w pełni lampkami 😀

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.