Zaczynamy długi weekend, który spędzimy w Łagowie. Na całe szczęście na obrzeżach wsi w bardziej spokojniejszej części. Zanim jednak dojdziemy do aspektów miejscowości rodem z nadmorskich kurortów, skupmy się na walorach przyrodniczych.

Najprostszy wariant dojazdu do Skwierzyny i z racji iście letniej pogody od samego rana liczyliśmy na lody z samochodu stojącym przy ratuszu (prawda jest taka, że po prostu lubimy lody, pogoda jest jakby taką wymówką). Niestety było nieczynne i pocieszeniem był jakiś lód na patyku z pobliskiej Żabki. Potem już kierowaliśmy się w kierunku Templewa. Plan był taki, aby przy okazji zahaczyć o byłą bazę radziecką.

Drogą pożarową w kierunku pozostałości ZSRR.

Co tam w lesie zostawili Ruskie?
Do byłej bazy dotarliśmy bez problemu, bo prowadzi tam charakterystyczna droga dla takich struktur militarnych. Do dnia dzisiejszego ocalały dwa magazyny, gdzie składowano w przeszłości broń jądrową. Są wejścia i na upartego można pozwiedzać środek, ale nie było to naszym celem. Nam wystarczyło popatrzeć z zewnątrz, ale przy tej porze roku i rozrośniętym lesie wcale nie jest to łatwe. No i były ostrzeżenia, a ich przecież lekceważyć nie można 😉

Cały kompleks nosił nazwę Obiekt Specjalny 3003 Templewo.

Jedno z wejść.

Las, jeziora, bruk, las, jeziora i znowu bruk
Parę kilometrów dalej wkraczamy do Łagowsko-Sulęcińskiego Parku Krajobrazowego. Cel numer jeden to w końcu dostać się na Gorajec i znowu się nie udało. Niby przygotowałem mapę, ale tak się skupiliśmy na szlaku w kierunku Bukowca, że drugie wzniesienie nam uciekło. Trudno się mówi i przyjdzie czas na nie w przyszłości.

Jezioro Buszno.

Stąd lepszy widok.

Szlaki rowerowe ładnie nas prowadzą wzdłuż jeziora. Gorzej już z nawierzchnią, która jest brukowana. Podziwiam osoby, które na taką wycieczkę wybrali się rowerami miejskimi. Je to dopiero musiało tam solidnie przetrzepać.

Rzeczka Jeziorna.

Wpadamy na szlak, który zaprowadzi nas na Bukowiec. Podjazd nie jest jakiś bardzo wymagający, ale zapamiętałem, że bardziej dawał w kość. W sumie to było dosyć dawno, a w międzyczasie to zaliczyło się już dosyć sporo tych wzniesień 😀

Relacja telefoniczna ze zdobycia Bukowca.

Oczywiście musieliśmy się wpisać do księgi i jak się okazało to już ósmy zeszyt. Pieczątka, parę słów od nas i wracamy na dół. Może ktoś odnajdzie w zeszycie nasz wpis 😉

Tutaj zaczyna się przygoda. Rezerwat Buczyna Łagowska jest bardzo rozległa i trochę pobłądziliśmy. Dobrze, że Gosia nie boi się ubrudzić i zbytnio nie przeszkadza jej jazda po ledwo widocznej drodze… w zasadzie to w ogóle niewidocznej.

Na szagę przez puszczę 😀

Plus tej wizyty poza szlakami to przede wszystkim widoki. Coś cudownego i warto było się zgubić. Wyjeżdżamy w końcu przy stawach i kierujemy się w kierunku Jemiołowa. Już widocznymi drogami 😉

Jadę do centrum Jemiołowa

Leśne dukty zostawiliśmy za sobą i pojawia się trochę asfaltu. Jak się potem okazuje to nie na długo. Sporo czasu spędziliśmy w Jemiołowie, bo znajduje się tam skansen i to z takimi rzeczami, które gdzieś tam miało się w dzieciństwie. Wieś w 2016 roku została wybrana tą najpiękniejszą w województwie lubuskim.

Miejsce to znajduje się w centrum wsi i otwarte jest dla wszystkich. Można spokojnie dotknąć wszystkiego, poskakać po maszynach. Nikt nikogo nie goni. Napstrykaliśmy się sporo zdjęć, a dzień mimo że długi, to nie mogliśmy zostać tutaj w nieskończoność.

Warto było wrzucić pieniążki, bo bawiliśmy się naprawdę świetnie.

Kto miał okazję z takiego kręciołka dzwonić?

Pogromca szos.

Obok skansenu znajduje się jeszcze jedna trakcja w postaci Mostku dla Zakochanych.

Miłość do roweru jest bezcenna.

Ostatnia prosta do Łagowa.
Wracamy do lasu i żółty szlak rowerowy wyprowadza nas na asfalt w kierunku Łagowa. Szybko jednak zawracamy, bo przy skrzyżowaniu dostrzegliśmy drogowskaz, który prowadził do Pomnika Pilota. To jakieś 2,5 km w jedną stronę. Szybka decyzja, jedziemy zobaczyć.

Oczywiście musieliśmy przestrzelić. Drogowskazów było kilka i ostatni wskazywał 250 metrów i nagle klops. Okazało się, że trzeba nieco odbić w gorszą drogę.

Pomnik poświęcony jest ku czci poległego amerykańskiego pilota Michaela E. Rice. W 2001 roku na poligonie w Drawsku Pomorskim i Wędrzynie odbywały się manewry Victory Strike II. W miejscu, gdzie stoi pomnik rozbił się śmigłowiec typu Apache AH-64. Jeden z pilotów poniósł śmierć, drugiego udało się uratować.

Prawie, jak w nadmorskim kurorcie.
Dotarliśmy w końcu do Łagowa. Musieliśmy przejechać całą wieś i to, co zobaczyłem to mnie przeraziło. Ludzi multum, a wciąż przecież szaleje koronawirus. Jakoś ludzie wrócili do normalności i kłębią nie na plażach i smażalniach ryb. My na szczęście mamy nocleg na obrzeżach, już w zasadzie na wylocie. Spokój, cisza, z dala od tego całego zgiełku.

Zdecydowaliśmy się jednak na krótki spacer. Odwiedziliśmy wieżę widokową na zamku i zrobiliśmy taką rundę z jednego na drugi koniec Łagowa. Było to nasze jedyne wyjście 🙂

Anteny nadawcze w Jemiołowie.

Zabytkowy wiadukt. Jedna z głównych atrakcji Łagowa.

Wieża zamkowa.

Łagów nie ma skomplikowanego układu ulic, ale jest kilka jednokierunkowych. Zgubić się tam nie da. Głównie to zapamiętam lokalizacje z lodami, bo trochę ich po drodze udało się kupić 😀

Szybkie zakupy w jedynym otwartym sklepie, odebranie rzeczy z Paczkomatu i wracamy do miejsca naszego noclegu. Najśmieszniejsze jest to, że aby tam się dostać to musieliśmy zaliczyć chyba jedyny podjazd, który znajduje się we wsi i to dosyć stromy podjazd… po kostce brukowej, pod zabytkowym wiaduktem kolejowym. Przypadek?

Udostępnij:

Komentarze

  1. Znów zazdroszczę trasy, chociaż dwa tygodnie temu również tam byłem, nawet jechałem tym samym szlakiem. Na Gorajec trzeba zboczyć z szlaku na Bukowiec w prawo tuż za głazem „Vater Oblaser”, dalej są oznaczenia (były miesiąc temu). Jest również wersja hardcorowa prosto z drogi nad Buszenkiem w miejscu najbardziej stromym (a pomimo tego widziałem tam ślady opon :))

  2. Bardzo fajną trasę zrobiliście.
    Trochę trzeba było się natrudzić żeby te miejsca wyłapać samemu szczególnie pomnik pilota. Jedno co się nie zgodzę to ten jedyny podjazd… Jest ich więcej a ten brukowany to taka wersja light. Jeszcze kilka lat temu służył on jako ostatni zjazd przed metą na corocznych wyścigach MTB jednak ze wzgledu na niebezpieczeństwo gdyż zdarzały się tam wywrotki metę przeniesiono gdzie indziej.

    1. Może to nie jedyny podjazd ale po ponad 100km w upale i po leśnych „nie drogach” kiedy miejscówka i zimny prysznic jest na wyciągniecie ręki ten właśnie podjazd dał się zapamiętać jako najdłuższy i najgorszy 🙂 Wszystkie inne to pikuś 🙂

  3. Miło zobaczyć Łagowskie tereny. Za kilka tygodni będę w łagowie, więc postaram się znaleźć wasz wpis na szczycie Bukowca.. Na zamku nie byłem z 20 lat, może teraz mi się uda. Pozdrawiam

    1. Zamek przez te 20 lat to bardzo mało się zmienił 🙂
      Co do wpisu to szybko zeszyt się zapełnia, ale jakbyś znalazł to podziel się zdjęciem 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.