Dzisiaj wybraliśmy się do Pełczyc, bo chciałem pokazać Gosi nową drogę rowerową, która tam powstała. Szczerze powiedziawszy to nie wiedziałem na jakim etapie jest budowa, ale o uszy mi się obiło, że praca wre i niedługo będzie można o wiele bezpieczniej dostać się z Barlinka do Pełczyc. My wybraliśmy wariant odwrotny (będzie z górki 😀 ). Dzień wcześniej całkiem przypadkiem na nią natrafiłem i byłem bardzo pozytywnie zaskoczony.

Oczywiście wybraliśmy dojazd taki nasz, czyli przez Strzelce Krajeńskie 🙂

Po drodze natknęliśmy się na dwa „kicajce”, które nie za bardzo chciały nawet uciekać.

Gdy jeden chwalił się swoim profilem, to drugi wybrał nieco inny profil.

Do Dankowa dotarliśmy bez większych udziwnień, a potem postanowiliśmy skorzystać z żółtego szlaku rowerowego (tzw. Szlaku Dankowskiego). Wiatr trochę dokuczał ze wschodu, więc to była najlepsza opcja, aby się przed nim nieco schować.

Potem już asfaltem w kierunku Żabicka. Po drodze krótka przerwa z powodu rzepaku. Tamtejsze okolice to jedne, wielkie zagłębia tej rodziny. Nie było opcji, aby tego nie wykorzystać.

Spokojne pozowanie w rzepaku.

Takie „nasze” pozowanie w rzepaku.

Takie bardziej „nasze” pozowanie w rzepaku.

Prowodyr naszych dłuższych przystanków.

W końcu na horyzoncie pojawiają się Pełczyce. Zanim jednak lądujemy na nowo powstałej drodze rowerowej to chcieliśmy z racji letniej aury skusić się na lody. Nie udało nam się niestety żadnej lodziarni namierzyć, a w niehandlowe niedziele inne sklepy były zamknięte. Na lody wybierzemy się w Barlinku, gdzie mamy wszystko obcykane tip top 😉 .

Wisienka w tym wpisie, czyli główny cel naszej dzisiejszej wyprawy.

Na razie jest to jeszcze plac budowy i nie ma np. oznaczenia poziomego i jakiegoś utwardzenia po obu stronach asfaltu. Teraz i tak jest bardzo fajnie, a będzie jeszcze lepiej.

Trochę też widoków na otaczającą nas przyrodę.

W samych Pełczycach w mieście powstaje także ciąg pieszo-rowerowy, ale z podziałem na chodnik i asfaltową drogę rowerową. Z tego co udało mi się zaobserwować to nie ma póki co ciągłości. Droga rowerowa już w pełnej krasie zaczyna się poza rogatkami miasta i przez parę kilometrów idzie wzdłuż drogi, a potem przeskakujemy na drugą stronę i już w zasadzie uciekamy w las. Jazda kończy się niestety tuż przed Barlinkiem, ale w przyszłości na pewno to wszystko zostanie ładnie połączone.

Wiele razy wjeżdżałem od tej strony do Barlinka, ale nigdy nie zauważyłem tego Równoleżnika.

Rowerowa Rusałka.

W Barlinku przerwa na wspomniane lody, a potem ruszyliśmy dalej. Standardowo w kierunku Dzikowa, dalej na Rychnów i że było nam mało to polecieliśmy dalej na Nowogródek Pomorski i potem wioskami w kierunku Ściechowa. Wróciliśmy gładkim asfaltem w kierunku miejscowości Wysoka i wskoczyliśmy na pożarówkę, która ładnie nas wyprowadziła w kierunku Santocka.

Po drodze spotkaliśmy także Pana, któremu towarzyszył pies Margo z sakwami. Trochę porozmawialiśmy i super było spotkać osobę z pasją, która angażuje w to także czworonoga. Pies ogólnie został przygarnięty i sobie spaceruje po 20 km nosząc ze sobą wodę 🙂

Wspomniany Margo (to ten zwierzak po prawej).

Dzięki słonecznej pogodzie w weekend udało mi się już spalić, a Gosi na powrocie uruchomił się instynkt przetrwania. W tylnym kole uciekało powietrze i żeby nie bawić się w wymianę dętki na trasie postanowiliśmy tylko dopompować i jak najszybciej wracać do domu. Wyszło idealnie, wręcz wyścigowo 🙂

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.